Alyssa
Spokój wydawał się czymś
nienaturalnym, zwłaszcza że zdążyła się od niego odzwyczaić, a jednak to
właśnie na rutynę składało się kilka kolejnych dni. To było, szczególnie, że
Alyssy wciąż towarzyszyła świadomość, iż w rzeczywistości zmieniło się
wszystko, a jednak zaakceptowanie takie stanu rzeczy przyszło dziewczynie
zaskakująco łatwo. Co prawda kilkukrotnie miała wrażenie, że ma do czynienia z przysłowiową ciszą
przed burzą i za moment wszystko się skomplikuje, jednak z czasem
przestała wypatrywać kolejnych komplikacji za każdym razem, kiedy na korytarzu
zdarzało jej się natknąć na Carlosa.
Miała
wrażenie, że wampir jej unika, chociaż zarazem nie była w stanie
jednoznacznie tego potwierdzić. W zasadzie trudno było to ocenić, skoro
mimo swojego powrotu, wampir przebywał w domu sporadycznie. Wiedziała, że jego
nieobecność wydawała się być Sorentim na rękę, zwłaszcza biorąc pod uwagę
nastawienie Jasona, jednak Ali towarzyszyły złe przeczucia, których nie
potrafiła sprecyzować. Zdążyła się już przekonać, że Carlos, który pojawiał się
i znikał, kiedy tylko wydawało mu się to stosowne, miał w zwyczaju
wpadać na wyjątkowo trudne do zaakceptowania pomysły, a to zdecydowanie
nie poprawiało jej nastroju.
Martwiła się
zwłaszcza w chwilach, w których przypominała sobie fascynację swojego
stwórcy, wyraźnie zachwyconego tym, że podania, którymi się kierował, były
prawdziwe. To, że jednak mogłaby być Arianą, nie ulegało już dyskusji, – i właśnie
ta kwestia najbardziej dręczyła Alyssę. Carlos wprost nie powiedział, dlaczego
potrzebował samej córki Lucyfera, przez co tym bardziej mogła co najwyżej zgadywać,
czego powinna się po wampirze spodziewać. Coś w jego spojrzeniu i zachowaniu
wzbudzało niepokój, zresztą tak jak i świadomość, że miała do czynienia z wprawionym,
niebezpiecznym kłamcą. Starała się o tym nie myśleć, a jednak
wszystko w niej aż krzyczało, że Carlos łgał jej w żywe oczy, kiedy
zapewniał, że wyjawił wszystko to, co wiedział. Gdyby tak było, wtedy z pewnością
by jej nie przemienił, a już na pewno nie wziął na siebie obowiązku
ochrony – nie ze swoim egoistycznym podejściem, bo nie należał do osób, które z dobrego
serca robiły cokolwiek dla innych.
Ta jedna
kwestia nie dawała dziewczynie spokoju, ale dla bezpieczeństwa swojego i wszystkich
wokół wolała nie zadawać zbędnych pytań, aż nazbyt świadoma tego, że
konfrontacja z Carlosem najpewniej skończyłaby się kłótnią. Już zdążyła
się przekonać, że nerwy w jej przypadku nie prowadzą do niczego dobrego,
tym bardziej teraz, kiedy już była świadoma wypełniającej ją mocy. Wciąż
zdarzało jej się myśleć o sobie i Arianie jak o dwóch różnych
osobach, bo tak było łatwiej, jednak stopniowo zaczynała oswajać się z tym,
jak wyglądało to w rzeczywistości.
Próbowała
również ćwiczyć, chcąc przynajmniej częściowo zapanować nad zdolnościami, ale
szło jej to dość opornie. W zasadzie najzwyczajniej w świecie bała
się otworzyć na to, co podobno było dziedzictwem Ariany – na wspomnienia i zdolności,
które nawet nie należały do niej. Czuła w sobie niej coś, czego być nie
powinno – drugą, wzbudzającą niepokój naturę, łączącą ją z istotą, w której
istnienie nawet nie chciała wierzyć. Pamiętała, że jako dziecko nade wszystko
chciała dowiedzieć się czegoś o swoich biologicznych rodzicach, również w późniejszych
latach wielokrotnie biorąc pod uwagę szukanie informacji na własną rękę, jednak
w obecnej sytuacji zaczynała dochodzić do wniosku, że niewiedza była o wiele
bezpieczniejsza.
Chwilami
miała wrażenie, że gdyby nie Mary i wsparcie, które dawała jej
przyjaciółka, już dawno postradałaby zmysły. Nawet nie potrafiła opisać, jak
czuła się przy dziewczynie, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń ceniąc
łączącą je relację bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Sama Mary zaskakiwała
ją niemal na każdym kroku, o wiele silniejsza i bardziej stanowcza,
niż sama Alyssa mogłaby kiedykolwiek być. Gdyby miała wskazywać, kto lepiej od
niej nadawał się do obcowania z wampirami, wybór byłby oczywisty, nie
wspominając o tym, że chwilami wciąż nie rozumiała, dlaczego przyjaciółka
wciąż nie uciekła z krzykiem, zwłaszcza po tym, co stało się z udziałem
Nadii. Co prawda zdawała sobie sprawę z tego, że Mary wierzyła w różne
rzeczy, ale to w gruncie rzeczy niczego nie wyjaśniało – i to
szczególnie w kwestii tego, czym zasłużyła sobie na tak wierną
przyjaciółki.
Wciąż martwiła
się tym, jak kwestia wtajemniczenia człowieka miała się odbić na Sorentich.
Niespokojnie obserwowała w szczególności Carlosa i Nadię, wszystko
jednak wskazywało na to, że przynajmniej tymczasowo sprawy wydawały się
klarować. Przynajmniej Ali miała wrażenie, że trwali w swego rodzaju
impasie, sprowadzającym się do tego, że wampirzyca ignorowała wszystkich wokół,
bardziej zdystansowana do niż do tej pory. Carlos z kolei był po prostu
złośliwy, chociaż – Ali mogła to wręcz przysiąc – na swój sposób pozostawał pod
wrażeniem butności zachowania Mary. Dziewczyna wciąż nie miała pewności czy to
dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale z braku lepszych perspektyw to
wydawało się lepsze od wzajemnego skakania sobie do gardeł.
Zagrożona
czy też nie, sama Mary wydawała się lgnąć do Alyssy. Mniej więcej po tygodniu
jej obecność stała się czymś naturalnym, co wydawało się wręcz niesamowite po
tym, jak musiała kłamać przyjaciółce prosto w oczy, próbując tłumaczyć
swoją nieobecność i zachowanie z ostatnich miesięcy. To sprawiało, że
czuła się w niemalże normalnie, choć trudno było określić w ten
sposób ciągłe przesiadywanie w domu – czy to z obawy przed reakcją na
ludzką krew, atakiem Skyler, czy też raczej… wpadnięcia na pewną konkretną
osobę.
Właściwie
sama nie była pewna, dlaczego raz po raz zdarzało jej się myśleć o Nicholasie.
To wydawało się bez sensu, zwłaszcza że widziała mężczyznę zaledwie raz, na
dodatek na terenie uczelni w Seattle, od którego przecież i tak
trzymała się z daleka, a jednak śmiertelnik pojawiał się w jej
umyśle raz za razem, potęgując mętlik w głowie. Co więcej, prawda była
taka, że z jakiegoś powodu chciała go zobaczyć – choćby przez chwilę,
nawet tylko po to, by pomilczeć w jego obecności. Paradoksalnie ta
perspektywa wzbudzała w Alyssy niemalże paniczny lęk, to jednak wydawało
się niczym w porównaniu z tym, czego pragnęła najbardziej.
Niebieskie
oczy…
Te jego
oczy nie dawały jej spokoju.
Sen
powracał, nawet częściej niż do tej pory, a przy tym bardziej żywy i pełen
emocji niż kiedykolwiek wcześniej. Być może to znajomość prawdy sprawiała, że
bezwiednie otwierała się na wspomnienia Ariany, jednak to nadal niczego nie
wyjaśniało. Wciąż spadała i za każdym razem czuła, że ktoś jej towarzyszy…
Nicholas, jak zaczęła sobie wyobrażać, niemalże całkowicie pewna, że ma rację,
wciąż jednak nie była w stanie tego potwierdzić. Za każdym razem budziła
się, zanim miałaby okazję dostrzec twarz właściciela błękitnych tęczówek, co
doprowadzało ją do szaleństwa. Teoretycznie wiedziała – czuła to samą sobą –
ale to nadal niczego nie tłumaczyło, nie dając Alyssy choćby szczątkowych
wskazówek co do tego, co powinna w związku z całym tym szaleństwem
myśleć.
Kolejne dni
mijały, a po każdym z tych snów wciąż towarzyszyło jej wrażenie, że
na coś czeka – z tym, że wciąż nie była w stanie określić na co.
Dzień
zapowiadał się równie niepozornie, co i cały tydzień – a przy tym
wyjątkowo deszczowo, co bez wątpienia sprzyjało wampirom, ale ją wprawiało w przygnębienie.
Mary pojawiła się krótko po zajęciach, a Alyssa podejrzewała, że
dziewczyna musiała z premedytacją zrezygnować z jednego z końcowych
wykładów. Studia i to, co wiązało się z pobytem na uczelni, jawiło
jej się jako odległe i dziwnie nierealne, chociaż w pewnym stopniu
tęskniła za tą częścią swojego życia. Czasami zazdrościła Mary, która nie
musiała obawiać się, że ktoś zainteresuje się nią, kiedy będzie poza domem albo
przypadkiem zrobi coś, co mogłoby pobudzić drapieżną naturę. Zdążyła przywyknąć
do słodkiego zapachu krwi przyjaciółki, ale przed każdą jej wizytą usiłowała
dla pewności zaspokajać pragnienie, wykorzystując zasoby krwi, które – ku
początkowemu przerażeniu – znajdowały się w lodówce. „I tak nie wykorzystujemy
kuchni do niczego praktycznego!” – stwierdził beztrosko Jason, wkrótce po tym
zauważając, że kiedy do tej pory podrzucał jej woreczki z posoką, nie była
aż tak bardzo zszokowana ich istnieniem.
No cóż,
tak. Wampiry. Krew w lodówce…
Być może
faktycznie nie powinno jej to aż tak bardzo dziwić.
Tak czy
inaczej, posoka w domu była, a Alyssy już prawie nie przerażała
świadomość tego, że od czasu do czasu musiała pójść do kuchni, przelać
zawartość plastikowego woreczka do kubka i podgrzać ją w mikrofalówce.
Do tej pory pamiętała błysk rozbawienia w oczach Carlosa, kiedy raz wpadł
na nią podczas przygotowywania „posiłku”, zwłaszcza że jak zwykle dobrych kilka
minut stała w bezruchu, nie pierwszy raz zadziwioa tym, że zamiast
spodziewanego odruchu wymiotnego, słodycz dosłownie eksplodowała w jej
ustach, przyprawiając o dreszcze rozkoszy, szybsze bicie serce i przyjemne
zawroty głowy. Jednocześnie wiedziała, że to w niczym nie mogła równać się
z krwią bezpośrednio z żył wciąż żywego dawcy czy nawet wampira, to
jednak była jedna z tych kwestii, nad którymi za żadne skarby nie chciała
się rozwodzić. Nad tym, dlaczego Carlos za każdym razem przypatrywał jej się w przesadnie
wręcz dokładny, przenikliwy sposób, również.
Mary nie
była w dobrym nastroju, ale to nie wydało się Alyssy dziwne. Znała
dziewczynę na tyle dobrze, by wiedzieć, kiedy przyjaciółka potrzebowała
wsparcia, a kiedy okazji do tego, żeby zając uwagę czymkolwiek innym. W tamtym
wypadku wszystko w Mary wydawało się krzyczeć, że w grę wchodziła
wyłącznie druga opcja, więc Ali uśmiechała się, dając wciągnąć w najzupełniej
normalną rozmowę na temat uczelni i zbliżającego się zakończenia roku. W tamtej
chwili nabrała pewności, że przyjaciółka najpewniej po raz kolejny zadręczała
się matką i tym, czy powinna się z nią kontaktować; zawsze wiedziała,
kiedy jej dotychczasowa współmieszkanka rozpamiętywała swoją sytuację rodzinną,
a lata przyjaźni nauczyły ją, jak powinna się w tej sytuacji
zachować. Mary nigdy nie należała do osób wylewnych, a ten konkretny temat
był Alyssie równie znajomy, co i niezwykle wrażliwy, co w pewnym
sensie wszystko ułatwiało.
Nie była
pewna, w którym momencie obie wylądowały na kanapie w salonie,
wpatrzone w ekran telewizora. Sorenti mogli pochwalić się wyjątkowo
rozbudowaną biblioteczką filmów – zarówno mniej, jak i bardziej klasycznych
– co zresztą sama w wielu przypadkach wykorzystywała, zwłaszcza gdy
chciała poczuć się w bardziej „ludzki” sposób. W towarzystwie Mary
wybór był oczywisty, co zwłaszcza przy deszczowej aurze oraz ogólnym
przygnębieniu skończyło się na oglądaniu przestarzałego „Titanica” i bezsensownym
wypłakiwaniu sobie oczu na znajomych już scenach. Nie była pewna, który raz
widziała ten film, to jednak w najmniejszym nawet stopniu dziewczynie nie
przeszkadzało. Nie, skoro tak naprawdę liczył się fakt, że po raz kolejny
siedziała z Mary, przez krótką chwilę mając wrażenie, że tak naprawdę nic w jej
życiu się nie zmieniło.
– Słodki
Jezu, kto mi wyjaśni, co jest nie tak z kobietami? – usłyszały w pewnym
momencie, a dotychczas leżąca na kolanach Alyssy Mary poderwała się tak
gwałtownie, że omal nie zderzyły się głowami. – Za wesoło wam było? – zapytał z przeciągłym
westchnieniem Carlos.
Przystanął w progu,
a jego spojrzenie sugerowało, że miał poważne wątpliwości co do ich
zdrowia psychicznego. Kiedy spojrzenia jego i Ali się spotkały, na moment
przeniósł wzrok na telewizor, po czym wzniósł oczy ku górze. Na ustach jej
stwórcy z wolna pojawił się odrobinę cyniczny uśmieszek, a kiedy
założył ramiona na piersiach, Alyssa sama przed sobą musiała przyznać, że
wyglądał… korzystnie.
Z pewnym
opóźnieniem zauważyła, że ubranie miał wilgotne, a we włosach wciąż
zalegały kropelki wody. Wymownie uniosła brwi ku górze, nie po raz pierwszy
zastanawiając się nad tym, gdzie tak często wychodził – i dlaczego wydał
jej się podekscytowany.
– Nie twój
interes – odparowała z opóźnieniem. Obrzuciła wampira wymownym
spojrzeniem, coraz bardziej zaintrygowana. – Skąd wracasz? – zapytała pod
wpływem impulsu.
– A co,
stęskniona? – zadrwił, co jednoznacznie utwierdziło ją w przekonaniu, że
nie zamierzał się zwierzać. Palcami przeczesał ciemne włosy, strząsając krople
wody, które ostatecznie zaległy na drewnianych panelach.
– Nie
przejmuj się nim, Ali – doradziła jej obojętnym tonem Mary. – Może kiedyś
dopisze wam szczęście i w ogóle nie znajdzie drogi powrotnej.
Carlos
jedynie parsknął śmiechem.
– Znowu tu
jest? – zapytał, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Czy ta dziewczyna w ogóle
ma instynkt samozachowawczy?
– Ta
dziewczyna tu siedzi i właśnie próbuje oglądać film – odparowała Mary,
nawet na niego nie patrząc. – Ścisz głos o pół tonu albo najlepiej się
przymknij, bo nie mogę się skupić. Dziękuję pięknie – dodała, a Alyssa
przez moment sama nie była pewna czy powinna się śmiać, czy może dla pewności
zainterweniować, by przypadkiem nie dopuścić do tragedii.
– To będzie
dla was zaskoczeniem, ale na koniec wszyscy giną przez górę lodową – odezwał
się niemalże znudzonym tonem wampir. – Słodka Rose się ratuje, bo nie wpadła na
to, żeby trochę ścieśnić się na tej swojej deseczce. Najbardziej idiotyczne
zakończenie, jakie kiedykolwiek widziałem – stwierdził z rezerwą, a Mary
jęknęła.
– On się
nie zamknie, prawda?
– Nie –
odpowiedział sam zainteresowany, nie dając Alyssy nawet okazji na to, żeby
spróbowała zareagować. – Swoją drogą, Ali, mogłabyś uświadomić przyjaciółkę, że
powinna być trochę grzeczniejsza, kiedy nie jest u siebie.
Alyssa
zacisnęła usta, ledwo powstrzymując cisnący jej się na usta uśmiech. Żartował
sobie?
– Pojawiasz
się tutaj rzadziej od niej – zaważyła przytomnie. – To, że czasami wrócisz na
noc, jeszcze nie równa się temu, że tutaj mieszkasz, Carlos – dodała, czym
przynajmniej na moment udało jej się zamknąć mu usta.
– Wyjątkowo
złośliwe z was istoty – rzucił z pretensją, ale obie puściły jego
uwagę mimo uszu.
– Odezwał
się ideał pośród sobie podobnych. – Mary wywróciła oczami. – Dlaczego dobry
wygląd nigdzie nie idzie w parze z charakterem? – westchnęła,
przyciskając obie dłonie do serca. – Wracając jeszcze do filmu i „idiotycznego
zakończenia” – na moment przeniosła wzrok na wampira, by móc spiorunować go
spojrzeniem – to zachowanie bohaterów nazywa się poświęceniem. W razie wątpliwości, sprawdź w słowniku –
doradziła, zdaniem Alyssy stąpając po cienkim lodzie, ale w ostatnim
czasie tak często warczeli na siebie z Carlosem, już dawno doszła do
wniosku, że mężczyzna przynajmniej tymczasowo nie ma w planach dziewczyny
zabić.
Carlos
zmrużył oczy, co w jego wykonaniu okazało się wyjątkowo urokliwie. Ta myśl
ją zaskoczyła, zaraz też uciekła wzrokiem gdzieś w bok, dziwnie zmieszana.
Wciąż nie potrafiła określić emocji, które targały nią przy wampirze, ale
starała się o tym nie myśleć, w zamian udając przesadne wręcz
zainteresowanie filmem.
– Chcesz
podyskutować ze mną na temat poświęcenia, Mary? – zapytał niemal pogodnym
tonem, starannie wypowiadając imię dziewczyny. Alyssa wyczuła, że podszedł
bliżej, ostatecznie zatrzymując się tuż za kanapą i zaciskając obie dłonie
na oparciu mebla. Nachylił się nad nimi, a Mary natychmiast usiadła,
prostując się niczym struna i wyraźnie czując się przy nieśmiertelnym
wyjątkowo nieswojo. – W tym filmie nie ma za gorsz logiki, chociaż moja…
Nieważne. – Zacisnął usta, po czym skrzywił się, zupełnie jakby powiedział za
dużo. – Sęk w tym, że bezmyślna śmierć to żadne poświęcenie. Główny
bohater bezsensownie umiera, chociaż wystarczyło, żeby jego luba również
wykazała się najmniejszą inicjatywą. Gdzie w tym sens, bo nie rozumiem?
– Poświecił
się, bo ją kochał – warknęła zniecierpliwiona Mary, wyraźnie zaczynając tracić cierpliwość.
– Miłość też pewnie ktoś kiedyś
zdefiniował, tak swoją drogą.
–
Poświęcenie ma sens dopiero wtedy, kiedy nie masz wyboru – stwierdził z rezerwą
Carlos i w tamtym momencie zabrzmiał wyjątkowo wręcz poważnie. – Tak
jak to widzę. Robienie z siebie bohatera na siłę to żaden wyczyn.
– Udawanie
sarkastycznego dupka również – wtrąciła cicho Alyssa.
Wymienili
krótkie spojrzenia, a ona po raz kolejny zaczęła mieć wątpliwości co do
tego, co temu wampirowi chodziło po głowie. Co
ty planujesz?, pomyślała, ale nie zadała tego pytania na głos, aż nazbyt
świadoma tego, że i tak by nie odpowiedział. Musiała znaleźć sposób na to,
żeby w jakiś sensowny sposób pociągnąć go za język i nakłonić do
zwierzeń, jednak przy kimś aż do tego stopnia zimnym i nieczułym było to
co najmniej trudne. Co więcej, fakt, że niezmiennie mieszał jej w głowie,
również niczego nie ułatwiał.
– Jak
rozumiem, koniec dyskusji? Wielka szkoda – stwierdził chłodno Carlos, ale
przynajmniej w końcu się wycofał. – W takim razie, dobrej zabawy,
dziewczynki. Nie będę wam przeszkadzał, aczkolwiek…
– Skoro już
tutaj jesteś Carlos, zawsze możesz pomóc mnie – wtrąciła ze spokojem Eleonora,
właściwie znikąd materializując się tuż za wampirem. Zaskoczyła go na tyle, że okręcił
się na pięcie tak błyskawicznie, że jego postać na moment zamieniła się w wielobarwną
smugę. – Dzień dobry, Mary – rzuciła mimochodem wampirzyca, a dziewczyna pomachała
jej energicznie, jednocześnie posyłając promienny uśmiech.
– Hm… Tak
uważasz? – Carlos spojrzał na swoją bratową niemalże z zaciekawieniem. –
Słucham cię, w takim razie – dodał z uprzejmym zainteresowaniem,
zakładając ramiona na piersi.
Eleonora
zawahała się na moment, ale ostatecznie zdobyła się na przymilny uśmiech i jak
gdyby nigdy nic spojrzała szwagrowi w oczy.
– Jestem w trakcie
porządków – oznajmiła i to samo w sobie wystarczyło, żeby wampira
zaskoczyć. – Tak się składa, że całe towarzystwo gdzieś mi wybyło… Dziwna
sprawa. – Eleonora wzruszyła ramionami. – Właśnie zajmowałam się piętrem, więc gdybyś
był tak dobry i zajął się parterem, byłoby, bardzo wdzięczna. Alyssa
przyjmuje gościa, a ja nie chcę nawet słyszeć o tym, że Mary miałaby u nas
pracować… Jako mężczyzna zresztą masz o wiele większe możliwości od nas
wszystkich razem wziętych – dodała, chociaż po minie wampira widać było, że ta
wiadomość nieszczególnie go satysfakcjonowała.
– Mam pomóc
ci sprzątać? – zapytał i chyba miał ochotę parsknąć śmiechem, ale
powstrzymał ją najzupełniej poważny wyraz twarzy jego rozmówczyni.
– Wszyscy
tutaj mieszkamy, prawda? Jestem pewna, że nie masz nic przeciwko – stwierdziła z przekonaniem.
Wciąż się uśmiechała, tak niewinnie i słodko, że chyba jedynie nieczuły
szaleniec byłby w stanie jej odmówić. – Jakby co, wszystko czego mógłbyś
potrzebować, jest w łazience – rzuciła z uśmiechem, a potem
zostawiła zaskoczonego Carlosa, nie dając mu nawet okazji do tego, żeby zdążył
zaprotestować.
Alyssa
wyraźnie wyczuła, że siedząca u jej boku Mary trzęsie się, bezskutecznie
usiłując zdusić śmiech. Sama Ali musiała wstrzymać oddech, ale i tak
wyczuła na sobie poirytowane spojrzenie Carlosa.
– Kobieca
solidarność tak? – skomentował, po czym prychnął cicho. – Ona tak na poważnie,
czy…?
– Dobrej
zabawy, Carlos – odpowiedziała cierpko, wywracając oczami.
Chciała
dodać coś jeszcze, kiedy panującą ciszę przerwał ostry dźwięk dzwonka do drzwi.
Na moment zamarli, spoglądając na siebie nawzajem i uparcie milcząc, bo
prócz Mary, Sorenti właściwie nie przyjmowali gości. Zważywszy na to, że dom
był praktycznie opustoszały, pojawienie się kogokolwiek wydało się co najmniej
nietypowe, a Alyssa mimowolnie wyprostowała się, próbując samej sobie
wytłumaczyć, dlaczego jak na zawołanie ogarnęły ją złe przeczucia.
Zanim zdążyła
zastanowić się nad tym, co robi, poderwała się na równe nogi i szybkim
krokiem ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
– Otworzę –
rzuciła jeszcze, zaczynając zastanawiać się nad tym, czy zostawianie
humorzastej Mary z Carlosem jest szczególnie rozsądnym posunięciem.
Wciąż o tym
myślała, kiedy w końcu nacisnęła klamkę, zdecydowanym ruchem decydując się
otworzyć drzwi…
A potem
zamarła, w oszołomieniu wpatrując się w ostatnią osobę, którą
spodziewała się zobaczyć nie tylko w progu tego domu, ale w ogóle
jeszcze kiedykolwiek oczy.
– Nicholas…
– wyrwało jej się, a przynajmniej próbowała się odezwać, bo spojrzenie
błękitnych oczu wystarczyło do tego, żeby pobawić ją tchu.
Mężczyzna
wyprostował się, prawie jak rażony prądem. Na jego ustach jak na zawołanie
pojawił się blady uśmiech.
Na śmierć zapomniałam o tym rozdziale :D Ale nie mogłabym go wyrzucić, zwłaszcza że przekomarzanie Mary i Carlosa, a także sama rozmowa o poświęceniu i miłości, znajdą swoje uzasadnienie w całości historii. Ogólnie jak najbardziej byłam i jestem zadowolona z tej części, ale ostateczną ocenę tak czy inaczej pozostawiam Wam.Na tym etapie również chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy byli ze mną przez cały ten czas – a konkretnie okrągły rok, bo prolog tej historii pojawił się tutaj dokładnie 18 lipca. Bardzo się cieszę, że udało mi się coś dodać właśnie dzisiaj, bo po prostu nie mogłam zostawić dzisiejszego dnia bez echa. Pozostaje mi mieć nadzieję, że wytrzymacie ze mną jeszcze kolejny rok, a może nawet kilka następnych, jeśli czas i wena pozwolą ^^ Jestem wdzięczna za obecność, każdy komentarz i po prostu to, że jesteście, więc… Dziękuję :)To chyba tyle z mojej strony. Kolejny wpis już wkrótce, więc do napisania!

<3
OdpowiedzUsuńCarlos i Mary – uwielbiam ich razem i pewnie mi tak zostanie do końca. Mimo że są, jakby to powiedzieć, bo dwóch stronach barykady (no cóż... jakby się uprzeć to można nazwać Mary posiłkiem ^^), to są podobni – oboje uparci, o silnych charakterach i ostrym języku. I choćby ze względu na to, w walce na słowa zawsze będzie remis, bo jedno drugiego nie przegada, chyba że jak w tym przypadku, wtrąci się osoba trzecia, a szkoda, bo chętnie bym zobaczyła jak to dalej się rozwinie. ;)
Śmiechłam... Carlos i sprzątanie :D Nawet nie wiem co tu więcej powiedzieć. Co ja co, ale czegoś takiego się w ogóle, ale to w ogóle, nie spodziewałam. Pokuszę się, żeby stwierdzić, że to mnie rozbawiło jeszcze mocniej niż sama dyskusja Carlosa z Mary. Przybijam żółwika Eleonorze :D
No ale śmiechy, śmiechami, bo pod koniec zaskoczenie i to takie, gdzie uśmiech powoli znika z twarzy, zastąpiony przez niedowierzanie. I już się zaczynam zastanawiać, czy Nicholas szukał Ali, czy po prostu przyszedł do Sorentich i to tak przypadkowo wyszło (przynajmniej dla niego). Chociaż z drugiej strony, nie wiem czy on i się z nimi znał, bo w sumie wtedy mógłby się domyślać, że Ali jest z nimi, skoro tam na ulicy był Jason, który ją wołał (o ile czegoś nie pokręciłam). I jedno nie daje mi spokoju, a nie pamiętam, który to był rozdział, a na szukanie tego nie bardzo mam ochotę... Wtedy jak padało, no i Ali wpadła na Nicholasa... On jej się tam przedstawił? Bo za nic nie mogę sobie przypomnieć akurat tego szczegółu...