17.12.2016

Rozdział XX

ALYSSA
Wciąż czuła się spięta, kiedy Jason posadził ją na kanapie. Obserwowała go w milczeniu, zwłaszcza kiedy zaczął niespokojnie krążyć, najwyraźniej pogrążony we własnych myślach. Czuła na sobie przenikliwe spojrzenie wampira i to wystarczyło, żeby poczuła się naprawdę nieswojo, nawet pomimo tego, że obiecał jej wyjaśnienia. Miała wątpliwości, nie wspominając o pustce w głowie, związanej przede wszystkim z tym, co zobaczyła chwilę wcześniej. W efekcie sama już nie była pewna, czy obraz dziewczyny, która przemknęła przed oczami Alyssy, a którą widziała zaledwie przez ułamek sekundy, był prawdziwy, czy może to wyobraźnia zaczynała płatać jej figle.
– Wszystko w porządku? – zapytał z wahaniem Jason, więc wzruszyła ramionami. Miała ochotę mu o tej wizji powiedzieć, ale w ostatniej chwili powstrzymała się, dochodząc do wniosku, że to nie najlepszy pomysł. Już i tak spoglądał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy, a mogło być gorzej. – Poczekaj tutaj. Zaraz wrócę.
Skrzywiła się, kiedy wyszedł, nie dając jej szansy na próbę protestu. Odprowadziła go wzrokiem, na swój sposób poirytowana, że właśnie znowu wydawał się unikać odpowiedzi. Zauważyła, że był roztargniony, co musiało mieć związek z wczesną porą i tym, że nie pozwalała mu wrócić do łóżka, ale to wciąż nie tłumaczyło ani jego zachowania, ani sposobu w jaki na nią spoglądał.
– Jasno? – rzuciła w przestrzeń.
Miała wrażenie, że wyszedł do kuchni, ale dopiero kiedy wrócił, ściskając w rękach dwa wypełnione po brzegi kieliszki, utwierdziła się w przekonaniu, że jej przypuszczenia były słuszne. Zawahała się, unosząc brwi na widok zawartości naczynia – czegoś, co z powodzeniem mogłaby uznać za wino, gdyby nie aż nazbyt charakterystyczny, słodki zapach, który byłaby w stanie rozpoznać wszędzie. Natychmiast napięła mięśnie, nerwowo zaciskając dłonie na krawędzi siedziska i próbując powstrzymać jakiekolwiek… niechciane odruchy.
– Pomyślałem, że ci się przyda… Chociaż Eleonora pewnie miałaby pretensje – stwierdził Jason, wywracając oczami. Podszedł bliżej, by móc podać jej jeden z kieliszków, po czym jakby od niechcenia opadł na najbliższy fotel, zakładając nogę na nogę. – Nie lubi, kiedy mieszam alkohol z krwią – stwierdził, a Alyssa, która całą uwagę skupiała na powstrzymaniu się przed łapczywym wypiciem płynu, spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Alkohol? – powtórzyła, nie kryjąc zaskoczenia.
Na ustach Jasona pojawił się blady, nieco cyniczny uśmieszek. Spojrzał na zawartość swojego naczynia, ostatecznie wzruszając ramionami i najwyraźniej nie widząc w swoich eksperymentach niczego złe.
– Wampiry tak robią – oznajmił, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. – Wiesz, może nie powinienem ci mówić, ale… dalej możemy się upić. – Zaśmiał się nieco nerwowo. – To trochę trudne w przypadku wina, ale przy odpowiednich proporcjach efekt bywa ciekawy. Krew szybciej się wchłania, więc również alkohol… No, sama rozumiesz – dodał, więc chcąc nie chcąc sztywno skinęła głową.
– Więc tak ze mną źle, że chcesz mnie upić… Albo siebie – nie tyle zapytała, co wręcz stwierdziła fakt.
Jason prychnął, po czym spojrzał na nią w sposób sugerujący, że sam nie był pewien czy powinien wziąć jej słowa na poważnie, czy może wręcz przeciwnie. Cóż, przynajmniej tymczasowo nie zamierzała go w tej kwestii uświadamiać.
– Skądże – obruszył się. – Pomyślałem po prostu, że musisz się uspokoić. Ja z kolei zwykle o tej porze śpię, więc… – Urwał, żeby wziąć kolejny łyk, po czym odstawił naczynie na stojący w pobliżu szklany stolik. Dłuższą chwilę milczał, wydając się być w stanie co najwyżej nachylić do przodu, żeby móc ukryć twarz w dłoniach i energicznie potrzeć skronie. – Z góry przepraszam, jeśli zacznę bredzić od rzeczy, ale zwykle tak mam, kiedy na zewnątrz jest jasno. To nas osłabia – stwierdził, a Ali niespokojnie drgnęła.
– Mnie nie – zauważyła tak cicho, że gdyby miała do czynienia z człowiekiem, Jason najpewniej nie byłby w stanie jej usłyszeć.
– Fakt. – O dziwo mężczyzna po prostu się uśmiechnął. – Nie myśl, że to coś złego. Powiedziałbym raczej, że to szczególny rodzaj błogosławieństwa, chociaż… Wiesz, o ile dobrze wnioskuję, to wcale nie chodzenie w świetle dnia szokuje najbardziej – stwierdził, coraz bardziej ją dezorientując.
– O czym tak naprawdę mówisz? – zniecierpliwiła się.
Zaczynała mieć dość zarówno wątpliwości, jak i tego, że wciąż nie wiedziała niczego – i to ani o sobie, ani o tym, kim była. Już nawet nie chciała pytać o motywy, które musiały kierować Carlosem, kiedy zdecydował się ją przemienić, bo to musiał wytłumaczyć jej sam zainteresowany, co samo w sobie wydawało się wątpliwe. Na tę chwilę przejmowała się tym, że przez większość czasu czuła się jak dziecko we mgle, próbując pojąć coś, co w znacznym stopniu ją przerastało. Ledwo radziła sobie z piciem krwi, nie wyobrażając sobie tego, jak od tej chwili miała wyglądać przyszłość. Przebywała w domu Sorentich, bowiem tak było wygodniej, ale w gruncie rzeczy czuła się jak intruz – ktoś, kto nagle pojawił się w ich życiu i został tylko dlatego, że zrobiło im się jej żal po tym, jak okazało się, że Carlos ją skrzywdził.
Nie chciała tego. Problem polegał na tym, że nikt tak naprawdę nie pytał o zdanie, niejako stawiając przed faktem dokonanym. I choć czuła się tym przerażona – zmianami, sytuacją i świadomością… własnej śmierci – z dwojga złego wolała poznać nawet najgorszą prawdę, niż męczyć się w niepewności.
– Wampiry… – Jason zawahał się, dla zyskania na czasie unosząc kieliszek do ust. Obserwowała go, kiedy bez pośpiechu sączył krew, wyraźnie zastanawiając się nad doborem kolejnych słów. – Wiesz, nie jesteśmy jedynymi istotami nadnaturalnymi, które chodzą po ziemi. Zdaję sobie sprawę, że ciebie szokuje nawet perspektywa posiadania kłów, ale to bardziej skomplikowane.
– Czyli co? – Spojrzała na niego z powątpiewaniem, próbując nadążyć za jego słowami i tokiem rozumowania. – Są też… wilkołaki? Czy coś równie przyjemnego, jak duchy albo…? Hm, sama nie wiem…
Starała się zachować spokój, zbytnio obawiając się, że będzie chciał wycofać się z rozmowy. Na to zdecydowanie nie zamierzała pozwolić, raz po raz powtarzając sobie, że najwyższa pora dowiedzieć się czegoś więcej. Mogła tkwić w miejscu, zachowując się jak dziecko, które należało przez cały czas prowadzić za rączkę, ale gdzie tak naprawdę by ją to zaprowadziło?
– Możliwe – przyznał z wahaniem, a ona westchnęła. Cudownie. – Chociaż mnie chodzi przede wszystkim o hybrydy. Widzisz… Nam wcale nie jest daleko do ludzi – przyznał, tym samym skutecznie wprawiając Alyssę w konsternację. – Zdarza się, że mieszamy się między sobą. Nasze dzieci… Mieszańce, chociaż to źle brzmi… – Urwał, po czym nerwowo przeczesał włosy palcami. – No, sama rozumiesz. Sukuby, inkuby… To wszystko prawda, chociaż to ludzkie kobiety zwykle zachodzą w ciążę. Tak powstała rasa półkrewków… I przedstawiciele tego gatunku faktycznie są od nas o tyle doskonalsi, że swobodnie poruszają się po słońcu.
Wypuściła powietrze ze świstem, początkowo nie do końca rozumiejąc, dlaczego spojrzał na nią w dość wymowny, znaczący sposób. Dopiero po chwili zaczęła łączyć fakty, ale to wciąż było za mało, a Alyssa nie miała pojęcia, co takiego powinna o całej tej sytuacji myśleć, nie wspominając o wyciągnięciu jakichkolwiek sensownych wniosków.
– Chcesz powiedzieć… – Potrząsnęła z niedowierzaniem głową, coraz bardziej podenerwowana. Nie po raz pierwszy czuła się, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie, co bynajmniej nie ułatwiało zrozumienia tego, co działo się wokół niej.
– Ja nic nie mówię! – żachnął się Jason. – Gdybam sobie tylko, bo to by pasowało. Hybrydy miały siłę i zdolności swoich ojców, ale kruchość matek… Chociaż to też nie zawsze, bo są w stanie rozmnażać również między sobą, ale to teraz najmniej istotne – zapewnił, widząc jej przerażoną minę. – Problem w tym, że pół-wampiry się rodzą, a ty zostałaś przemieniona. Nie wiem, co i w którym miejscu spieprzył Carlos, ale… Cholera, to nie jest normalne.
Jeśli sądził, że w ten sposób zdoła ją pocieszyć, szło mu dość marnie – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Miała ochotę jakkolwiek to skomentować, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, dochodząc do wniosku, że nawet zebranie myśli jest dość problematyczne. Skoro miała problem z tym, żeby dobrze uporządkować nowe fakty, jak mogła liczyć na coś więcej, chociażby zrozumienie tego, czym kierował się Carlos, decydując się do niej zbliżyć.
Milczenie, które nagle zapadło pomiędzy nią a Jasonem, miało w sobie coś przenikliwego, co z wolna zaczęło doprowadzać Alyssę do szału. W pośpiechu wzięła kilka łyków zmieszanej z winem krwi, choć na chwilę będąc w stanie skoncentrować się na czymś niezwiązanym z mętlikiem w głowie. Napój okazał się dość nietypowym połączeniem słodyczy i goryczy alkoholu, co na kilka następnych sekund wytrąciło dziewczynę z równowagi. Obojętna na to, że Jason nadal ją obserwuje, haustem wychyliła cały kieliszek, bezskutecznie próbując się uspokoić i zebrać myśli. Jasne, wszystko, co mówił, faktycznie brzmiało sensownie, ale co z tego, skoro nadal nie wiedziała najważniejszego?
Cóż, sama chciałaś prawdy, jakakolwiek by nie była, warknęła na siebie w duchu. Co prawda nie w ten sposób wyobrażała sobie rozmowę i wnioski, które mogła dzięki niej wyciągnąć, ale ostatecznie pomyślała, że to bez znaczenia. Przynajmniej miała jakiś punkt zaczepienia, co samo w sobie wydawało się dobre, o ile oczywiście mogła założyć tak pokrętnemu stwierdzeniu, jak to, że coś poszło z jej przemianą nie tak, przez co stała się hybrydą – istotą niejako zawieszoną pomiędzy życiem a śmiercią.
– Alyssa? – usłyszała, więc poderwała głowę, na powrót koncentrując wzrok na wpatrzonym w nią mężczyźnie. – Czy wszystko w porządku? Jeśli powiedziałem coś nie tak…
– Nie, nie – przerwała mu pośpiesznie. Ostatnim, czego potrzebowała, pozostawało to, żeby się obwiniał. – Nic się nie stało, naprawdę. Ja po prostu… muszę pomyśleć – stwierdziła, błyskawicznie podrywając się na równe nogi. Chciała jak najszybciej odejść, ale powstrzymała się przed tym, w ostatniej chwili przypominając sobie, że coś jednak Jasonowi zawdzięczała. – Dziękuję ci. Pewnie dalej tkwiłabym pod tymi drzwiami… Hm, o ile w ogóle ktoś zabrałby mnie z lasu, kiedy…
– Nie masz za co – zapewnił, uśmiechając się w nieco niepewny sposób. – Nie mógłbym cię zostawić… Ani wtedy, ani teraz – dodał i zabrzmiało to szczerze.
Nerwowo przeczesała włosy palcami, zatykając sobie niesforny kosmyk za ucho. Czuła na sobie przenikliwe spojrzenie wampira i to wystarczyło, żeby poczuła się jeszcze bardziej nieswojo. Gdyby do tego wszystkiego potrafiła stwierdzić, co tak naprawdę powinna o Jasonie myśleć i co jemu samemu chodziło po głowie…
– Zginęłabym bez ciebie – mruknęła, niejako stwierdzając dość oczywisty fakt.
Rzucił jej nieprzeniknione spojrzenie, które po raz kolejny wprawiło Alyssę w konsternację. Zaraz po tym nachylił się do przodu, przez krótką chwilę sprawiając chętnego, żeby chwycić ją za rękę i zachęcić, żeby jednak została.
– Raczej bez Eleonory – zauważył przytomnie. Otworzyła usta, chcąc przypomnieć mu, że to przecież on zaprowadził ją do domu, ale nie dał jej po temu okazji. – Tylko bez sprzeciwów, jasne? Wiem, co takiego mówię. Ja po prostu… przypadkiem na ciebie trafiłem – stwierdził z bladym uśmiechem. – Aczkolwiek jeśli faktycznie chciałabyś coś zawdzięczać również mnie, to wiedz, że jestem do twojej dyspozycji. Gdybyś chciała rozmawiać… Albo ewentualnie mogę zaproponować ci coś innego – dodał, a brwi Alyssy jak na zawołanie powędrowały ku górze.
– Co takiego? – zaryzykowała, podświadomie czując, że chodzi o coś istotnego. Nie miała co prawda pewności, czy słowa wampira przypadną jej do gustu, ale z drugiej strony…
– Może to za wcześnie, skoro dopiero odnajdujesz się w tym miejscu, ale sądzę, że nie byłoby źle, gdybyś dowiedziała się czegoś więcej o wampirach. Nie mam na myśli teoretycznych rozmów, tylko… – Urwał, a na jego ustach jak na zawołanie pojawił się nieco drapieżny uśmiech. – Hej, Ali… Co ty na to, żeby nauczyć się walczyć?
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, przez dłuższą chwilę zdolna wyłącznie bezmyślnie się w niego wpatrywać, sama niepewna tego, czy się nie przesłyszała. Dopiero wziąwszy kilka głębszych wdechów, zdołała rozluźnić się na tyle, żeby jednak ustać w miejscu i zdobyć się na spojrzenie swojemu rozmówcy w oczy. Nie miała pojęcia, jak prezentował się jej wyraz twarzy, nie wspominając o tym, że początkowo miała ochotę roześmiać się w nieco histeryczny sposób, rozbrojona jego sugestią. Naprawdę chciało mu się tracić czas na coś, co z powodzeniem mogło okazać się jedną wielką porażką…?
A potem mimowolnie pomyślała o tym, czego doświadczyła w lesie, przez krótką chwilę czując się jak zwierzyna łowna – co najwyżej cel, który mógł obrać sobie inny drapieżnik. Mimowolnie napięła mięśnie, przez krótką chwilę znów doświadczając znajomego już wrażenia, że jest obserwowana.
– Chcesz… uczyć mnie walczyć? – powtórzyła.
Jason wzruszył ramionami, najwyraźniej niepewny, jak powinien odebrać jej pytanie. Zmusiła się do zachowania spokoju, nie chcąc żeby doszedł do wniosku, że nie warto się wysilać.
– Nie naciskam. Pomyślałem po prostu, że to dobry pomysł… Chociażby na wypadek, gdybyś chciała skopać komuś tyłek – dodał niemalże beztroskim tonem, a ona prychnęła, nie mając wątpliwości, że w tamtej chwili jak nic myślał o Carlosie. Och, tak, już widziała siebie w walce z dużo bardziej doświadczonym nieśmiertelnym! – Zresztą nawet nie o to chodzi – zreflektował się pośpiesznie Jason. – Sęk w tym, że bycie wampirem… Nie zrozum mnie źle, ale jeśli nie potrafisz się ochronić, długo nie pożyjesz.
Drgnęła w odpowiedzi na jego słowa, wręcz porażona bezpośredniością z jaką zdecydował się przedstawić sytuację. Mimo wszystko podobało jej się to, że nie próbował kluczyć, jasno dając do zrozumienia, co takiego sądził o jej szansach na przetrwanie. Zdążyła już przekonać się, że świat, w którym ostatecznie się znalazła, rządził się swoimi, o wiele bardziej złożonymi prawami, a to wciąż był dopiero początek. Czuła to całą sobą, z wolna zaczynając dochodzić do wniosku, że Jason dosłownie spadł jej z nieba.
Wampir musiał źle zinterpretować jej milczenie, bo westchnął i wyprostowawszy się na swoim miejscu, odezwał się ponownie:
– Tylko nie zrozum mnie źle, w porządku? Powiedz mi, jeśli jestem zbyt szorstki, ale nie przywykłem do prowadzenia za rączkę młodziaków, bo i ze mną nikt nigdy nie obchodził się w ten sposób… I jeśli mam być ze sobą szczery, jestem cholernie wdzięczny za takie podejście, ale zdaję sobie sprawę z tego, że ty niekoniecznie musisz podzielać moje zdanie. – Zawahał się, po czym wzruszył ramionami. – Może i blisko nam do ludzi, jak już powiedziałem, ale to nie zmienia faktu, że nimi nie jesteśmy. O ludzkich słabostkach bardzo łatwo się zapomina.
– Nie, nie… Masz rację – zapewniła go pośpiesznie. – Mam na myśli… Jeśli naprawdę chciałbyś mi coś pokazać…
– Świetnie. – Z gracją poderwał się na równe nogi, stając tuż naprzeciwko niej. – Uznajmy więc, że widzimy się po zachodzie słońca. Nie żeby coś, ale nie każdy ma tyle szczęścia, by swobodnie poruszać się w świetle dnia – rzucił z bladym uśmiechem.
Z wolna skinęła głową, dochodząc do wniosku, że jakiekolwiek dodatkowe uwagi będą zbędne. Wciąż miała problem z uporządkowaniem wszystkiego, co jej powiedział, a tym bardziej określeniem, co takiego powinna o całej tej sytuacji sądzić, ale jedno wiedziała z całkowitą pewnością.
Zapowiadał się wyjątkowo interesujący wieczór.
~*~
To był zły pomysł.
Bardzo, ale to bardzo zły, o czym przekonała się z chwilą, w której zobaczyła nieco drapieżny uśmiech Jasona. Oboje stali naprzeciwko siebie na trawniku za domem, przypatrując sobie nawzajem – on z zaciekawieniem, a ona w zagubiony, zdradzający narastający niepokój sposób. Starała się tego nie okazywać, za wszelką cenę usiłując przekonać samą siebie, że wszystko jest w porządku. No przecież cię nie zabije, pomyślała, ale – szczerze powiedziawszy – spoglądając jak z wprawą obraca w rękach coś, co okazało się długim, zaostrzonym kawałkiem drewna, zaczęła w to wątpić.
Cholera, czy to był kołek? Teoretycznie wiedziała, że to działa – w końcu krążyło wiele legend i historii o wampirach – ale niektóre „oczywiste” fakty wciąż do niej nie docierały.
– No nie patrz tak na mnie. – Jason parsknął śmiechem. Wyglądał o wiele lepiej niż rano, po zachodzie słońca wydając się tryskać energią i entuzjazmem. Co więcej, miała wrażenie, że był w swoim żywiole, chociaż nie miała pewności to dobrze, czy też nie. Mogła tylko zgadywać, jak dobrym wojownikiem był, aczkolwiek sądząc po wyrazie jego twarzy i wprawnych ruchach, mogła chyba założyć, że na własne życzenie wpakowała się w kłopoty. – Czyżbyś się obawiała? – dodał zaczepnym tonem, a ona westchnęła.
– Co to jest? – zapytała, z powątpiewaniem spoglądając na przedmiot w jego dłoniach. – Ech, w ogóle mógłbyś przestać? Zaczynam czuć się nieswojo…
Posłusznie chwycił kołek (albo inne cholerstwo – kto go tam wiedział!) bardziej stanowczo, w końcu stając we względnie spokojny sposób. Na jego ustach wciąż błąkał się nieco zaczepny uśmiech, co mimo wszystko podobało jej się bardziej niż wyraz zmęczenia albo zniecierpliwienia, który widziała do tej pory. Dzięki temu sama czuła się swobodniej, choć zarazem coś podpowiadało jej, że ten mężczyzna był w stanie sprawić, żeby z powrotem do domu musiała się dosłownie czołgać, a to zdecydowanie nie przypadło dziewczynie do gustu.
– To? – Nieznacznie uniósł drewno wyżej, dzięki czemu mogła przekonać się, że jak najbardziej miała do czynienia z czymś ostro zakończonym i niebezpiecznym. – Och, raczej sama już się zorientowałaś. Tak po prawdie, to ludzie wiedzą całkiem sporo, chociaż niekoniecznie zdają sobie z tego sprawę. Tak czy inaczej…
– Co takiego? – przerwała, potrząsając z niedowierzaniem głową. Chciał walczyć prawdziwą bronią, na dodatek już za pierwszym razem, kiedy nawet nie miała pojęcia, czy będzie w stanie ustać na nogach?! – Ty nadziejesz mnie, czy ja ciebie? Nie żeby coś, Jason, ale nieszczególnie śpieszy mi się umierać…
O dziwo, w odpowiedzi na jej słowa, mężczyzna tylko się roześmiał. To sprawiło, że Alyssa poczuła się jeszcze bardziej poirytowana, mimowolnie myśląc o tym, że za którymś razem naprawdę doprowadzi do tego, że będzie chciała go zabić. Nie miała pojęcia, czy to była jakaś specjalna taktyka, żeby doprowadzić ją do ostateczności, ale…
– Och, Ali, nie sądzisz chyba, że zamierzam cię zabić, nie? – Zaśmiał się nieco nerwowo. Cóż, jeśli miała być z nim szczera, obserwując jego wyraz twarzy jednak była skłonna dojść do takich wniosków. – Kołki działają, ale nie są aż tak śmiertelne, jak sądzą ludzie. Dopiero srebro, ale… – Urwał, po czym wzruszył ramionami. – Dla młodych samo drewno może być niebezpieczne, a tym bardziej dla ciebie, jeśli nasza poranna rozmowa miała choć trochę sensu, ale ja… Hm, jestem już trochę za stary, żebyś mnie w ten sposób zabiła – stwierdził, a ona prychnęła.
– Jak bardzo stary? – mruknęła z powątpiewaniem.
Jason wywrócił oczami.
– Czy to nie wy, kobiety, co chwilę burzycie się, jeśli ktoś pyta was o wiek? – rzucił niemalże pogodnym tonem. – Nieważne. Postaraj się trochę, a może faktycznie ci odpowiem – dodał i coś w jego słowach dało jej do myślenia.
– Mam postarać się do ciebie zbliżyć, czy chwilę ustać na nogach…? – zapytała z powątpiewaniem.
Kolejny uśmiech. Naprawdę zaczynała dochodzić do wniosku, że Jason doskonale bawił się jej kosztem. Co więcej, sama mu na to pozwalała, dobrowolnie zgadzając się na jakąkolwiek lekcję, jakkolwiek powinna rozumieć jego propozycję.
– Sądzę, że na dobry początek to drugie… Po prostu zdaj się na instynkt. Wiem, jak to brzmi, ale jeśli zrozumiesz o co mi chodzi, wtedy naprawdę szybko się wszystkiego nauczysz.
– Ale…
Puścił jej słowa mimo uszu.
– Do rzeczy – zadecydował, chociaż zdecydowanie nie była na to gotowa.
A potem dosłownie na nią skoczył, nie pozostając Alyssy innego wyboru, prócz próby obronienia się.
Hej! Aż mi dziwnie ze świadomością, że to już dwudziesty rozdział. Dzisiaj znowu trochę Alyssy i Jasona, bo bardzo przyjemnie mi się pisze, jeśli chodzi o ich relacje. Tak czy inaczej, wiem, że ta dwójka będzie blisko, chociaż niekoniecznie w takim sensie, jak mogłoby się wydawać… Hm, ale z czasem ta kwestia się rozjaśni.
Na razie jest spokojnie, ale zaręczam, że za rozdział czy dwa sprawy się skomplikują. Wbrew wszystkiemu do pełnych wyjaśnień nie jest aż tak daleko, a wtedy na pewno trochę Was zszokuje… Ale nie uprzedzajmy faktów!
Kolejny rozdział niebawem. Dziękuję za komentarze i obecność, zresztą jak zawsze. No i do napisania!

2 komentarze:

  1. Mnie też podoba się relacja Alyssy i Jasona. Jest bardzo naturalna i ich dialogi to takie swobodne przeskakiwanie z jednej kwestii do drugiej. Miałam trochę nadzieję, że trochę więcej się wyjaśni xD Co do tego, co powiedział Jason... Niby Ali jest z domu dziecka i jej rodzice są nieznani ale przecież to już wcześniej miałaby jakieś... symptomy :P Więc to pewnie jest o wiele bardziej zamotane. Może Aly jest jakimś nadwampirem.
    Myślę, że to dobry pomysł, żeby nauczyła się walczyć. To z pewnością nie jest świat dla mięczaków. A kiedy Carlos wyjawi te swoje tajemnicze plany dotyczące Aly, to te umiejętności na pewno jej się przydadzą. Może nie zabiją ją na pierwszym kroku ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy chyba liczyli na to, że s tym rozdziale pojawi się masa wyjaśnień dotyczącą wampirów, tego czemu Alyssa taka jest, a tu jednak nie. Co prawda trochę tych wyjaśnień było, ale wraz nie wiemy zbyt wielu rzeczy. Oby jeszcze następne rozdziały wyjaśniły jeszcze więcej, bo wiem, że lubisz powoli wszystko czytelnikom pokazywać. Trochę rozdziałów już minęło, ale ja nie narzekam, ani trochę. Jestem po prostu tego wszystkiego ciekawa. ^0^
    PoriznWiali sobie na spokojnie przy krwi i alkoholu, czyli tak jak zapewne wampiry lubią najbardziej. Ludzie prowadzą rozmowy przy whisky, winie czy czymkolwiek innym, a wampiry przy krwi zmieszanej z alkoholem. Bo kto im zabroni, prawda?^^
    Pomysł z nauką walki jak najbardziej na tak. To na pewno będzie ciekawe do czytania, a Alyssa się przynajmniej czegoś nauczy. I mimo, że uwielbiam Carlosa to troszeczkę liczę na to, że dziewczyna skopie mu dupsko za to, z ja zostawił tak naprawdę na pastwę losu. I gdyby nie jego rodzina dziewczyna mogłaby już dawno nie żyć. :D
    Końcowe sceny, kiedy już faktycznie są przed domem i mają walczyć... Lubię to! Jason wydaje się robić to co uwielbia, a więc połączył przyjemne z pożytecznym - pomaga ten sposób Ali i sam się przy tym świetnie bawi. :D Czego chcieć więcej?^_^
    Miło też z jego strony, że czuję się za dziewczynę odpowiedzialny. Nie jazdy na jego miejscu byłby w stanie zająć się obca kobieta, bo jego brat spieprzył sprawę i ktoś musi po nim posprzątać. Kibicuje im jako przyjaciołom i lecę dalej, chociaż zastanawiam się czy jednak nie wrócić spać, bo oczy dosłownie mi się kleja. xD Uroki bycia osoba, która kocha spać. xD

    Gabi

    OdpowiedzUsuń