Alyssa
Alyssa samej sobie nie
potrafiła wytłumaczyć, dlaczego pozwoliła na to, żeby Nicholas posunął się aż
tak daleko. Wszystko działo się zbyt szybko, a jednak nie czuła się z tym
źle. Raz po raz wspominała momentu, w którym to tak po prostu się wydarzyło – straciła kontrolę nie tylko nad
sobą, ale sytuacją, wciąż jeszcze roztrzęsiona rozmową z Dianą, własnymi
wątpliwościami oraz tym, że w pewnym sensie zgodziła się, żeby jej
przybrany brat pojawił się w domu pełnym wampirów. W pewnym sensie
już wtedy podejrzewała, że ktoś (Carlos najpewniej) ją rozszarpie, porażony
bezsensownością jej zachowania, ale nie dbała o to, tak jak i przestała
zawracać sobie głowę tym, że mogłaby dopuścić do siebie kolejnego człowieka.
Nie miała pojęcia,
co tak naprawdę wydarzyło się w tamtym samochodzie. Większość drogi ona i Nicholas
pokonali w ciszy, każde wpatrzone w swoją stronę – on w jezdnię,
a ona skupiona na kolejnych przemykających drzewach, w miarę jak
samochód zaczął przesuwać znajomą jej już ścieżką. Wkrótce po tym auto
ostatecznie zatrzymało się przed posiadłością Sorentich, ale chociaż zdawała
sobie sprawę z tego, że powinna co najwyżej ładnie podziękować i w
pośpiechu wysiąść, była w stanie wyłącznie tkwić w bezruchu. Czuła
obecność Nicholasa, poza tym bez trudu zorientowała się w którym momencie
przeniósł na nią wzrok – parę lśniących, intensywnie niebieskich tęczówek,
które prześladowały ją w snach. Była tego świadoma i z każdą kolejną
sekundą miała coraz silniejsze wrażenie, iż coś pomiędzy nimi narasta –
kumuluje się coraz bardziej i bardziej, jak przez te wszystkie godziny,
które spędzili razem. Impuls przypominał wzajemne przyciąganie, które odczuwała
już podczas pierwszego postoju, zanim zgodziła się na wspólną kawę w kawiarni,
a sytuacja skomplikowała się wraz ze zdecydowanie zbyt szczerą rozmową
oraz tym cholernym telefonem.
Prędzej czy
później musiało dojść do wybuchu i w istocie tak się stało, chociaż
zdecydowanie nie w sposób, którego mogłaby się spodziewać.
To Nicholas
pierwszy podjął decyzję, co zresztą nie zaskoczyło jej w najmniejszym
nawet stopniu, skoro już od samego początku zachowywał się w zdecydowanie
zbyt bezczelny, bezpośredni sposób. Chociaż dysponowała wyostrzonymi zmysłami i refleksem,
który momentami wciąż ją zadziwiał, kiedy mężyczna nagle wyprostował się i przesunął
się w jej stronę, początkowo nawet nie zwróciła na niego uwagi. Zanim się
obejrzała, już trzymał jej twarz w dłoniach, a ona spoglądała mu w oczy,
po raz kolejny będąc gotową przysiąc, że się zapada – leci w pustkę, podczas
gdy on znajdował się dosłownie na wyciągnięcie ręki, gotów zapewnić jej
upragnione poczucie bezpieczeństwa. W tamtej chwili niemalże była pewna
tego, że za moment wszystko popsuje, wraz z kolejnym wspomnieniem, tak jak
bywało wielokrotnie wcześniej, kiedy nagle traciła przytomność, pokonana przez echa
przeszłości.
Tym razem jednak
nie wydarzyło się nic podobnego.
W pewnym
momencie Nicholas z wolna nachylił się w jej stronę, jak gdyby nigdy
nic wplatając palce w jej włosy i – nie doczekawszy się żadnego
protestu – delikatnie musnął wargami jej usta. Całował inaczej niż Carlos,
bardziej delikatnie i z wyczuciem, zupełnie jakby wcześniej robił to nie
raz. W tamtej chwili w niej również coś pękło, zaraz też odwzajemniła
mu się z całą pasją i zaangażowaniem na jakie tylko było ją stać. Nie
miało znaczenia, że widziała tego mężczyznę raptem dwa razy, że był człowiekiem
i że wzbudzał w niej emocje, których nie potrafiła pojąć. Czasami
zastanawiała się jak to jest, że niektóre naiwne dziewczyny poddają się
mężczyźnie po zaledwie kilku godzinach znajomości, a jednak właśnie robiła
to samo, obojętna na wszystko i wszystkich. Całowała go, pozwalając żeby
jej dotykał i to było dobre, Alyssa zaś czuła się tak, jakby znała go od
zawsze – może nawet całą wieczność, chociaż sama myśl o tym wydawała się
niedorzeczna. Bez chwili wahania pozwoliła, by przyciągnął ją do siebie na tyle
blisko, że w pewnym momencie nawet nie była pewna, które z nich
pragnęło tej bliskości bardziej – on czy może ona, tym bardziej, że z każdą
kolejną sekundą zebranie myśli stawało się coraz trudniejsze.
Cokolwiek
powinna sobie myśleć, jedno wydawało się aż nadto oczywiste: byli razem, a ona
czuła się z tym dobrze. Miała wrażenie, że po długich poszukiwaniach w końcu
udało jej się odszukać to, czego tak bardzo pragnęła; wróciła do domu, gdziekolwiek
by nie był i jakichkolwiek poświęceń by nie wymagał. Mogła wręcz przysiąc,
że obejmujące ją ramiona są aż nadto znajome – przyjemnie ciepłe, silne i zwiastujące
bezpieczeństwo, którego tak bardzo potrzebowała. Przez kilka cudownych sekund
Nicholas był całym jej światem, podczas gdy wszystko inne przestało istnieć,
zapomniane i odległe. Niczego więcej nie potrzebowała, zaś zdrowy
rozsądek…
To było
dobre – po prostu dobre.
On też taki
był, a zastanawianie się nad przyczynami i szukaniem sensu w czymś,
co samo w sobie wydawało się właściwe, jawiło jej się jako absolutnie
zbędna strata czasu. Chciała Nicholasa – takiego jakim był, z tymi jego
niebieskimi oczami, zmierzwionymi włosami i uśmieszkiem, który w równym
stopniu uwielbiała, co i doprowadzał ją do szaleństwa. To była zaledwie
jedna z kilku innych sprzeczności, jednak i to nie jawiło jej się
jako niewłaściwe, choć bez wątpienia powinno. Z drugiej strony, wszystko
to, co działo się wokół niej, samo w sobie zdawało się być jedno wielką
sprzecznością, więc taki stan rzecz przestał ją dziwić. Chciała czuć się
dobrze, przynajmniej przez moment i bez zastanawiania się nad tym, kim tak
naprawdę była albo powinna być. W ramionach Nicholasa choć na ułamek
sekundy było to możliwe, nawet jeśli jakaś cząstka Alyssy zdawała sobie sprawę z tego,
że być może właśnie popełniała poważny błąd.
Dłonie
Nicholasa były wszędzie, ale i to jej nie przeszkadzało. W pewnym
momencie zorientowała się nawet, że sama z siebie przesunęła się w jego
stronę, mimo ciasnoty samochodu siadając nań okrakiem. Pozwolił jej na to, choć
wyraźnie wyczuła jego dezorientację, tak silną i wyraźną, jakby w rzeczywistości
należała do niej. Nawet jeśli faktycznie się wahał, zapanował nad sobą w kilka
zaledwie sekund, w zamian skupiając na tym, co działo się wokół nich. Palcami
zakreślił krzywiznę jej kręgosłupa, czym skutecznie przyprawił Ali o dreszcze,
choć te z równym powodzeniem mogły mieć związek z uczuciami, które
targały nią przez cały ten czas. Nigdy wcześniej nie czuła się aż do tego
stopnia zdezorientowana; ogarnięta tak silną tęsknotą i pragnieniami, że
aż kręciło jej się w głowie.
Pożądanie
pojawiło się nagle, odbierając dech i będąc niczym kubeł lodowatej wody – i to
nie tylko dla niej, ale również Nick’a, który bez jakiegokolwiek ostrzeżenia
chwycił ją za oba nadgarstki.
– Alyssa… –
wymruczał wprost w jej wargi. Był zdyszany, a kiedy zamrugała i ich
spojrzenia się spotkały, przekonała się, że oczy błyszczały mu niezdrowo. –
Ali…
Wzięła
kilka głębszych wdechów, żeby łatwiej nad sobą zapanować. Dopiero wtedy dotarło
do niej, co takiego próbowała zrobić i że dłonie trzymała na torsie
Nicholasa, chętna walczyć z jego koszulą. Poczuła, że jej własne tęczówki
rozszerzając się do granic możliwości, w miarę jak niedowierzanie i szok
w końcu znalazły sposób, by przebić się przez targające nią emocje. Czuła,
że serce wali jej tak mocno i nieregularnie, że chyba jedynie cudem nie
przebiło się przez skórę albo nie połamało żeber, by móc wyrwać się na
zewnątrz. Była rozpalona i drżąca, kiedy zaś nieco błędnym wzrokiem
powiodła wzrokiem dookoła, w jednym z samochodowych lusterek
dostrzegła własne odbicie.
Chyba nigdy
wcześniej nie widziała siebie w takim stanie – z pałającymi oczami,
rumieńcami na policzku i niemalże obłędem w spojrzeniu. Włosy miała w nieładzie,
zresztą tak jak i ubranie, poza tym wciąż siedziała na kolanach Nicholasa
– i to w zdecydowanie zbyt odważnej pozycji. Sam zainteresowany tulił
ją do siebie, raz po raz przesuwając kciukiem po jej ramieniu, a jego
spojrzenie wprost zdradzało, że sytuacja była dla niego niemniej szokująca, co i dla
niej. Niebieskie tęczówki śledziły każdy ruch, skoncentrowane przede wszystkim
na wyrazie jej twarzy, w miarę jak powoli dochodziło do niej, jak daleko
była skłonna się posunąć – w przypływie emocji, na dodatek z człowiekiem,
który…
– O mój
Boże… – rzuciła nerwowo, chociaż nie miała pojęcia, czy w obecnej sytuacji
w ogóle mogła pozwalać sobie na używanie tych słów.
Spróbowała
odsunąć się od Nicholasa tak gwałtownie, że chyba jedynie cudem nie wybiła
przedniej szyby. Z wysiłkiem udało jej się przeczołgać na fotel pasażera, a potem
wydostać się z auta, chociaż czuła się tak dziwnie roztrzęsiona i niepewna,
że nawet ustanie na nogach zaczęło stanowić dla niej prawdziwe wyzwanie.
Niemalże łapczywie chwytała chłodne, rześkie dzięki niedawnym opadom deszczu
powietrze, pozwalając na to, żeby to we wręcz zbawienny sposób wpływało na jej
rozpalone ciało i skołatane nerwy. Efekt był marny, ale mimo wszystko z wolna
zaczęła się uspokajać, co samo w sobie okazało się lepsze niż wybuch
histerii albo szału. Czuła się tak oszołomiona, że była skłonna spodziewać się
dosłownie wszystkiego, choć z drugiej strony nie potrafiła określić, czy w takim
stanie była zdolna do odczuwania czegokolwiek.
Nicholas
bez pośpiechu wysiadł z auta, w zaledwie kilka sekund materializując
się u jego boku. Była świadoma jego obecności, a jednak i tak
wzdrygnęła się niekontrolowanie, czując muśnięcie ciepłych palców na ramieniu.
Nawet jeśli miał do niej o tę reakcję pretensję, nie dał niczego po sobie
poznać, spokojny i niemalże rozluźniony. Zazdrościła mu tego opanowania,
zresztą tak jak i bijącego nań spokoju; to był gra – musiała być! – ale
mimo wszystko…
–
Przepraszam! – wyrzuciła z siebie na wydechu, energicznie potrząsając
głową. – Ja nie wiem, co… Nicholas, cholera jasna! – nie wytrzymała,
błyskawicznie okręcając się na pięcie i czując się niemalże gotową do
tego, żeby rzucić się na niego z pięściami.
Dlaczego
jej nie powstrzymywał?! Do diabła, była gotowa przysiąc, że chciał tego równie
mocno, co i ona! Czy wykorzystałby sytuację, gdyby nie zareagowała na jego
delikatne sugestie? W zasadzie… Dlaczego nie? Dlaczego miałby jakkolwiek
zastanawiać się nad tym, czego mogłaby chcieć, skoro do tej pory na każdym
kroku podejmował decyzję – ot tak, niemalże bezczelnie narzucając jej własną
wolę. Był zdecydowany, poza tym Alyssa miała okazję spotkać dość swoich
rówieśników, który zależało przede wszystkim na zliczeniu dziewczyny. Z jakiej
racji właśnie Nicholas miałby…?
A potem
spojrzała mu w oczy i poczuła się tak, jakby w ułamku sekundy
uszło z niej powietrze. Nerwy zniknęły, a Ali poczuła się przede
wszystkim bardzo zmęczona – nic ponadto, chociaż jeszcze chwilę wcześniej była
gotowa rozszarpać na kawałeczki pierwszą osobę, która wpadłaby jej w ręce.
– Alyssa… –
westchnął. Nie zaprotestowała, kiedy ujął ją za rękę, po czym w oszałamiającym,
wypracowanym geście uniósł jej dłoń do ust, muskając wierzch wargami. Czy ktoś,
kto zachowywał się w taki sposób, mógł być w stanie wykorzystać kobietę?
– Wyluzuj, maleńka – dodał kojącym tonem, ale jedynie potrząsnęła głową.
– Poważnie
mówisz? – zapytała z niedowierzaniem.
Wywrócił
oczami, po czym przesunął się jeszcze bliżej. Mimowolnie wzdrygnęła się, tym
bardziej, że wyciągnął dłoń w jej stronę, muskając palcami jej policzek.
– Chcesz
wracać do domu? – rzucił rzeczowym tonem. Krótko skinęła głową, chociaż to w najmniejszym
stopniu nie miało związku z prawdą. No cóż, w takim wypadku tym
bardziej chciała zrobić wszystko, byleby od niego uciec, zanim… sprawy po raz
kolejny wymknęłyby się spod kontroli. – Możesz na mnie liczyć… Wiesz o tym,
prawda?
Nie za dużo tych poważnych wyznań?,
pomyślała w panice, ale nie była w stanie wypowiedzieć tych kilku
słów na głos. W zamian kolejny raz zadrżała niekontrolowanie, po czym
spojrzała mu w oczy.
– Dlaczego?
– Co
„dlaczego”? – powtórzył, wyraźnie zaskoczony. Lekko zmrużył oczy, uważnie
mierząc ją wzrokiem i wydając się nad czymś intensywnie myśleć. – Ja… No
cóż, lubię cię, Ali. Nawet bardzo – dodał z naciskiem, a ona omal nie
roześmiała się histerycznie, porażona tak wyraźnymi eufemizmami.
– Muszę iść
– powiedziała z naciskiem. – Bredzisz, Nicholasie – zarzuciła mu, licząc na
to, że w ten sposób zdoła rozluźnić atmosferę, ale jedynie potrząsnął
głową.
– Tak
uważasz? – zapytał z powątpiewaniem. – Zawróciłaś mi w głowie,
zresztą – kąciki jego ust drgnęły nieznacznie – najpewniej ze wzajemnością.
Wydajesz się… tak bardzo znajoma, Ali – dodał i zabrzmiało to wyjątkowo
poważnie, niemalże tęsknie. – Tak bardzo…
Och, ona
też to czuła. Nie potrafiła w żaden sensowny sposób wytłumaczyć tego
dziwnego przyciągania, które istniało pomiędzy nimi, ale…
No cóż, w pewnym
sensie chyba nawet nie chciała rozumieć.
– Zobaczymy
się jeszcze?
Niespokojnie
drgnęła, zaskoczona jego pytaniem. Natychmiast otworzyła usta, chcąc
zaprotestować – znaleźć powód, który mógłby okazać się wystarczająco sensowny,
żeby dotarł nawet do tak upartej istoty – jednak Nicholas nie dał jej po temu
okazji.
W następnej
sekundzie najzwyczajniej w świecie nachylił się i delikatnie musnął
wargami jej usta – tym razem z wyczuciem, poza tym odsunął się po krótkiej
chwili, zostawiając ją oszołomioną i drżącą, a przy tym całkowicie
wytrąconą z równowagi.
– Do
zobaczenia, maleńka.
W jakiś
niewytłumaczalny sposób tych kilka słów wydawało się przypieczętowywać
wszystko.
~*~
Nie miała pojęcia, co tak
naprawdę było między ją a Nicholasem – widziała jedynie, że było
gwałtowne, oszałamiające i zaskakująco wręcz trwałe. Starała się o tym
nie myśleć, co zresztą okazało się wyjątkowo proste, bo zaledwie dzień po
telefonie Diany w końcu odezwał się do niej Jimie. Dziwnie czuła się,
mogąc tak po prostu rozmawiać z przybranym bratem, chociaż sama nie miała
pewności, co szokowało ją bardziej: fakt, że po raz kolejny miała jakieś
powiązanie z dawnym życiem, czy może głębokie brzmienie głosu chłopaka,
którego w pewnym sensie nadal traktowała jak dziecko.
Nie
pamiętała, kiedy po raz ostatni widziała się z Jimiem, chociaż bez
wątpienia miało to miejsce jeszcze za jej ludzkiego życia, całe miesiące przed
nieszczęsnym spotkaniem z Dorianem i całym tym szaleństwem, które
zapoczątkował jeden zaledwie wieczór. Dopiero kiedy to do niej dotarło, w pełni
uświadomiła sobie, jak bardzo tęskniła za jedyną życzliwą osobą, która miała
jakikolwiek związek z jej… rodziną.
Jimie w pewnym sensie wynagradzał jej wszystko to, czego doświadczyła ze
strony przybranej matki, a ona traktowała go jak rodzonego brata – młodszego,
bo młodszego, ale jednak.
Wiedziała,
że sama wzmianka o tym, że zgodziła się dopuścić do siebie kolejnego
człowieka, wywoła sporo emocji, ale i tak miała ochotę uciec z krzykiem,
kiedy zauważyła wyraz twarzy Carlosa. Momentalnie zatęskniła za tym, jak
ignorował ją i pozostałych przez ostatnie dni, zaskoczona jego
złośliwościami i spojrzeniami, które od pierwszej chwili dały jej do
myślenia. Przynajmniej ten jeden raz nie skomentował sprawy w sposób,
który mógłby sugerować, że planował zrobić coś za co mogłaby go znienawidzić,
ale i tak była w nie małym szoku, mając wrażenie, że gdyby wzrok mógł
zabijać, najpewniej byłaby martwa.
Pozostali
nie tyle nie byli podenerwowani, co najzwyczajniej w świecie zmartwieni,
ale była w stanie to zrozumieć. Tym większą ulgę poczuła, kiedy sam pomysł
ostatecznie został przyjęty, nawet jeśli obecność człowieka – dziecka na
dodatek – w znacznym stopniu ograniczała swobodę mieszkańców domu. Ostateczną
decyzję tak czy inaczej podjęła Eleonora, raz po raz zapewniając, że kilka dni
nie powinno być problemem. Najpewniej kłamała, bo wyraz twarz Michaela oraz
fakt, że Nadia bez słowa wyszła, wyglądając przy tym na chętną kogoś zabić,
sugerowały coś zupełnie innego, ostatecznie jednak nikt nie zaprotestował. Cóż,
nie wprost.
Był jeszcze
Carlos, zachowujący się w sposób co najmniej dla niej nie zrozumiały.
Wyczuła, że miał do niej o coś pretensje, to jednak było widoczne jeszcze
przed rozmową o Jimmym, przez co czuła się tym bardziej zdezorientowana.
Cóż, do czasu – wszystko stało się jasne dopiero wieczorem, kiedy natknęła się
na niego w drodze pokoju, a on bez jakiegokolwiek ostrzeżenia
przycisnął ją do ściany i uśmiechając się w sztuczny, drapieżny
sposób, nachylił w jej stronę.
– Dobrze
się bawiłaś, maleńka? – rzucił z przekąsem,
po czym zostawił ją samą w stanie całkowitego osłupienia.
Jak wiele
widział? Pieszczotliwe „maleńka”, które na pożegnanie usłyszała od Nicka
wydawało się aż nazbyt wymowne, ale i tak nie rozumiała, dlaczego musiał
zachowywać się w aż tak irytujący sposób. W porządku, to był Carlos –
uciążliwy i trudny, co zresztą zdążyła zauważyć już w chwili
pierwszego spotkania – ale nawet jak na niego to było coś… o wiele
bardziej złożonego.
Gdyby go
nie znała, pomyślałaby nawet, że był zazdrosny.
Wciąż nie
miała pojęcia, co o tym myśleć, dlatego ostatecznie odsunęła sprawę
Carlosa na dalszy plan. Tak było prościej, tym bardziej że nade wszystko
chciała skoncentrować się na jedynym pozytywnym aspekcie całej sytuacji: na
Jimiem. Nie miała pojęcia jak powinna zachowywać się w jego obecności, ale
nie wyobrażała sobie, żeby ot tak mogła się wycofać. Na samą myśl o spotkaniu
po raz kolejny czuła się jak jedna wielka sprzeczność – równie podekscytowana,
co i przerażona, odliczając czas do czegoś, co przez całe tygodnie
wydawało jej się co najwyżej abstrakcją.
Poczuła
ulgę, kiedy to Jason zaoferował jej pomoc w dostaniu się na lotnisko i odebraniu
brata. Nawet jeśli miał do niej jakiekolwiek pretensje, nie skomentował tego
nawet słowem, co przyjęła z wdzięcznością. Z jakiegoś powodu wciąż
mogła na niego liczyć, również po tym, jak tak po prostu zostawiła go zdezorientowanego
na parkingu uczelni podczas ostatniego wspólnego wyjścia.
– Daj znać,
gdybyś wybierała się gdzieś również tym razem – rzucił jedynie zaczepnie, kiedy
zajęła miejsce w samochodzie.
Jedynie
prychnęła, po czym z braku lepszych perspektyw wbiła wzrok w szybę po
swojej stronie. Podróż minęła w ciszy, jednak milczenie wcale nie wydało
jej się takie złe. Jason zachowywał się swobodnie i jak zwykle uprzejmie, a Alyssa
mimo napięcia nie wychwyciła niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że tak
jak i Carlos był świadom tego, co zaszło między nią i Nicholasem. W zasadzie
miała nadzieję, że poza jej stwórcą nikt inny nie zauważył tego, co zaszło
między nią a człowiekiem. Po pierwsze, to zdecydowanie nie było coś, czym
chciała się chwalić, zwłaszcza że na samo wspomnienie czuła się skrępowana. A po
drugie… Cóż, wystarczyło, że sama wciąż o tym myślała, zwłaszcza podczas
jazdy autem raz po raz wracając do momentu, w którym ją poniosło.
– Wszystko w porządku?
– zapytał nagle Jason, tym samym skutecznie sprowadzając Alyssę na ziemię.
Zamrugała nieco nieprzytomnie, po czym przeniosła na niego wzrok. – Jesteś
spięta – wyjaśnił z bladym uśmiechem.
– Naprawdę?
Spojrzał na
nią z wahaniem, być może zaczynając wątpić w jej zdrowie psychiczne.
– Tak mi
się wydaje – przyznał, ostrożnie dobierając słowa. Jedynie wzruszyła ramionami,
co ostatecznie dało wampirowi do zrozumienia, że jakakolwiek rozmowa nie była
jej na rękę. – Jesteśmy na miejscu.
Gwałtownie
wypuściła powietrze z płuc, po czym nerwowo zacisnęła palce na klamce.
Przez kilka sekund wahała się, psychicznie przygotowując na to, co miało
nastąpić. Mimowolnie zaczęła wahać się nad słusznością własnych decyzji,
wiedziała jednak, że zdecydowanie zbyt późno brała pod uwagę to, że mogłaby
cokolwiek zmienić. Nie, skoro wszystko zostało praktycznie dopięte na ostatni
guzik, a ona przyjechała na lotnisko, by odebrać brata.
W milczeniu
wysiadła z auta, pozwalając żeby wiatr rozwiał jej włosy. Jeśli dobrze się
nad tym zastanowić, zwłaszcza w tamtej chwili chciała niewiele – pragnęła
spokoju oraz jednej jedynej osoby, która…
– Alyssa!
O rany… W zasadzie nie jestem pewna, co mogłabym Wam teraz napisać. Tak, zeszło mi – i to dość długo, choć rozdział cały czas sobie wisiał i czekał na sprawdzanie. A jednak nie potrafiłam się za niego zabrać, najzwyczajniej w świecie potrzebując chwili przerwy. Później dodatkowo doszła do tego blisko miesięczna choroba, co jedynie utrudniło mi powrót do regularności, aczkolwiek… Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nigdy wcześniej aż tak nie stęskniłam się za pisaniem, a gdyby nie zaległości na studiach, pewnie powrót do rytmu przyszedłby mi dużo szybciej.Jedno mogę obiecać: kolejny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu. I tak, jestem tego pewna, zwłaszcza że wraz z nadejściem grudnia chciałabym na powrót skoncentrować się na blogach. Brakowało mi tego bardzo, zresztą wiem, że są osoby, które wciąż czekają – i jestem im za to bardzo, ale to bardzo wdzięczna ^^Dziękuję za obecność, wyświetlenia i komentarze – to motywuje, poza tym wiem, że zawsze mogę tutaj wrócić. Cudowna świadomość, zresztą raz jeszcze powtórzę to, co pisałam nie raz: że każda moja historia doczeka się zakończenia. Prędzej czy późnij. Zbyt wiele poświęciłam czasu i energii, by ot tak to rzucić, nie wspominając o tym, że nie mogłabym ot tak zostawić Was z niczym. Nie ma nic gorszego, jeśli chodzi o pisanie, niż porzucenie historii, więc…Cóż, z mojej strony to tyle i do napisania! :3

Twoje blogi zostały właśnie wpisane do kategorii Autorskiej!
OdpowiedzUsuńJest to kategoria zbierająca w sobie Autorów, którzy posiadają więcej niż jeden blog zapisany do KŚ - Czytelnicy mogą znaleźć w jednym miejscu dzieła swojego ulubionego Autora.
Blogi nie zostały wypisane z pozostałych kategorii - kategoria Autorska jest niezależna od podanej liczby zwykłych kategorii.
Pozdrawiam, administratorka Emily.
PS. Przepraszam za spam pod rozdziałem, nie znalazłam zakładki z nim.
Dziękuję za informację ;) Brak zakładki ze spamem wynika z tego, że sobie go nie życzę. Inaczej sprawy mają się z informacjami, więc nie masz za co przepraszać, bo to najzupełniej w porządku.
UsuńRównież pozdrawiam!
Nessa.
No dobra... Tego się nie spodziewałam, że wiesz, że Ali prawie zaliczy Nicholasa. Czytałam niemal z otwartymi ustami, serio. I tak się zastanawiałam, czy ten moment, gdy Ali znajdowałam się na kolanach Nicholasa, widział Carlos. Jakoś podejrzewam, że nie, bo znając go, zlazłby tam i wyciągnął Ali przez okno, a na dodatek chciałby zabić kogoś. ^^
OdpowiedzUsuńW ogóle to nie lubię określenia „maleńka”, znacznie bardziej pasuje mi carlosowe „księżniczko”, ale to może mieć związek po prostu z tym, kto to mówi. O i tak! Ja tu wyczuwam zazdrość Carlosa i nie tylko tu. Wcześniej jak dobrze pamiętam, to też tak uważałam. Chyba wtedy, gdy Jason opowiadał, że jest narzeczonym Alyssy. :)
Kurczę, wyszłam z wprawy komentowania, a może brakuje mi teraz jakiejś komentatorskiej weny... więc zostawiam po sobie tylko tyle. :)