Alyssa
Dookoła panowała cisza, ale to jej nie przeszkadzało. W milczeniu szła
przed siebie, raz po raz spoglądając na towarzyszącego jej Carlosa. Nie
przypominała sobie, kiedy ostatnim razem widziała go aż do tego stopnia
poważnego i skoncentrowanego za razem. Oboje byli podenerwowani i to
wydawało się oczywiste, choć podejrzewała, że każde z nich miało zupełnie
inny powód do takiego zachowania.
W przeszłości nigdy nie zyskała okazji, żeby
wyjeżdżać poza stan Waszyngton. Do rodzinnego domu nie miała wcale tak daleko, a podróż
do Seattle stanowiła całkiem przyjemne ubarwienie dotychczasowego życia. Wyjazd
na studia był chyba najlepszym, co mogło ją spotkać za ludzkiego życia, choć
naturalnie nigdy dotąd nie widziała powodu, by ująć to w tak bezpośredni
sposób. Nie chodziło o to, że mogłaby kogokolwiek urazić, tym bardziej, że
poza Jimiem opinia kogokolwiek nieszczególnie ją obchodziła, zwłaszcza gdyby
chodziło o Dianę – jej przybraną matkę – ale dotychczas nie działo się nic
aż tak szczególnego uwagi, żeby mogła się tym przesadnie ekscytować.
W przypadku Nowego Jorku było inaczej.
Myśląc o podjętych decyzjach, wciąż nie
docierało do niej to, że mogłaby ot tak zdecydować się na to, żeby zaufać
Carlosowi Sorenti. Gdyby sytuacja była choć odrobinę normalniejsza, pewnie w odpowiedzi
na historyjkę o mieczu archanioła i wszystkim tym, co wiązało się z jego
wyjątkowym działaniem, co najwyżej wymownie popukałaby się w czoło i kazała
wampirowi iść do diabła. Nigdy nie była szczególnie przesądna, a jakiekolwiek
legendy nie robiły na niej jakiegoś szczególnego wrażenia. Tym większym
zaskoczeniem było dla Alyssy to, co miało miejsca podczas rozmowy z wampirem,
kiedy po raz kolejny straciła nad sobą kontrolę, mówiąc i robiąc rzeczy,
których w najmniejszym nawet stopniu by się po sobie nie spodziewała. Nie
potrafiła jednoznacznie określić stanu, w którym się wtedy znajdowała, ale
jedno wydawało się aż nazbyt oczywiste: to nie było normalne, a Ali po raz
kolejny doświadczyła czegoś niejasnego, co mogła skojarzyć tylko i wyłącznie
z obecnością Ariany, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej byłaby gotowa
wyśmiać każdego, kto wspomniałby jej o podobnych niesamowitościach.
Jakkolwiek by nie było, jakaś jej cząstka
chłonęła każde kolejne słowo Carlosa, uznając je za prawdę. Tym razem nie
zemdlała, a tym bardziej nie doznała wspomnień swojego innego wcielenia,
ale w pamięci wciąż miała obrazy, które zapamiętała ze swojego pierwszego
polowania, kiedy widziała jasnowłosą piękność, dzierżącą w dłoniach ciężki
miecz. Nadal nie miała dostępu do wspomnień, które choć po części tłumaczyłyby,
co takiego skłoniło Arianę do zwrócenia się przeciwko ojcu, ale to nie
powstrzymywało ją przed wiarą w to, że jej stwórca mówił prawdę. Coś bez
wątpienia było na rzeczy i choć w pierwszym odruchu miała ochotę
odprawić Carlosa z kwitkiem, każąc mu poszukać innej idiotki, która
impulsywnie zgodziłaby się na wyjazd do Nowego Jorku, jej dusza wydawała się
wyrywać do tego miejsca – i do miecza, który chyba naprawdę pamiętała,
choć jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że bez wątpienia miała go w rękach.
To nie miało sensu, ale czy w ogóle
powinna tracić czas, by się go doszukiwać? Coś było nie tak, zresztą już dawno
ustaliła, że Carlos w jakiś pokrętny sposób dysponował informacjami, które
mogły okazać się dla niej kluczowe. To od niej zależało, co takiego zrobi z tą
wiedzą, nawet jeśli w wielu przypadkach pomysły proponowane do wampiry
stanowiły dość dyskusyjną kwestię, względem której bardzo ciężko było jej
odpowiednio się odnieść.
Tak było w przypadku propozycji wyjazdu do
Nowego Jorku, choć tym razem opór wcale nie miał związku z jej osobą.
Mogła przewidzieć, że Sorenti nie będą zachwyceni, stawiając sprawę dość jasno i to
pomimo nieobecności Michaela. Podejrzewała, że wampir w zupełnie inny
sposób rozmawiałby ze swoim, który ostatecznie musiał zadowolić się reakcją Jasona,
który jednoznacznie dał mu do zrozumienia, że nie ma na co liczyć. Bronił jej i Ali
to czuła, ale tym razem nie potrafiła być mu z tego powodu wdzięczna. Po
pierwsze, nie potrzebowała tego, aż nazbyt dobrze widząc, że ten jeden raz bez
trudu zdołałaby poradzić sobie z Carlosem. A po drugie…
Och, nie chciała ot tak tego przyznawać, ale
niezleżenie od tego, jak niedorzecznie to brzmiało, tym razem naprawdę chciała
ulec. Miała wrażenie, że ten wyjazd jest istotny, mogąc wytłumaczyć wszystko,
co dręczyło ją przez cały ten czas, więc tym bardziej nie potrafiła ot tak z niego
zrezygnować – i to niezależnie od tego, komu w tym celu musiałaby
zaufać.
Kiedy pojawiły się pierwsze oznaki oporu, była
gotowa przysiąc, że Carlos wpadnie w furię. Tym większym zaskoczeniem było
dla niej to, że wampir przyjął kolejne kontrargumenty ze spokojem, nawet jeśli
podczas rozmowy wciąż pozostawał na swój sposób złośliwy. Zaraz po tym wyszedł,
wykręcając się spacerem po okolicy, co w jego przypadku oczywiście mogło
oznaczać tylko jedno: polowanie na nic nieświadome ludzkie istoty. Nie była tym
zachwycona, ale już dawno przekonała się, że ograniczanie Carlosa jest
porównywalne do porywania się z motyką na słońce – po prostu nie miało
sensu. Jakby tego było mało, ona również miała ochotę protestować, ale wcale
nie przeciwko wyjazdowi, a wręcz przeciwnie. Ariana (o ile w ogóle
żyła w jej wnętrzu…) wydawała się domagać tego, żeby szukać miecza, entuzjastycznie
reagując na wszystko, co w jakimkolwiek stopniu wiązało się z tą
myślą. To sprawiało, że również Alyssa rwała się do wyjazdu, choć przez wzgląd
na Sorentich i to, co podpowiadał jej zdrowy rozsądek, usiłowała udawać,
że jest sceptycznie nastawiona do pomysłów Carlosa i że poczuła ulgę,
kiedy ten tak po prostu się wycofał.
W nocy, która nastąpiła zaraz po rozmowie z wampirem,
nie mogła spać. Dopiero później doszła do wniosku, że być może jakimś cudem już
wtedy spodziewała się tego, że ten pojawi się w jej sypialni, zamierzając
ponowić prośbę, która padła podczas wcześniejsze rozmowy. Początkowo planowała
go wyśmiać i trwać przy tym, co z logicznego punktu widzenia wydało
jej się najrozsądniejsze, szybko jednak okazało się, że taka możliwość nie
wchodzi w grę. Bajka czy też nie, miecz archanioła ją kusił, nawet jeśli
samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, jak bardzo niezwykłe miały okazać się
jego właściwości. Czasami sama nie była pewna, co takiego działo się wokół niej
naprawdę, a co pozostawało wyłącznie wyobrażeniem, to zresztą na dłuższą
metę nie miało najmniejszego nawet znaczenia.
Najważniejsze było to, że ostatecznie nawet
słowem nie odezwała się, kiedy po otwarciu oczu zauważyła przyczajonego w kącie
jej sypialni Carlosa. Kiedy zakradł się do jej pokoju ostatnim razem wpadła w szał,
tym bardzie, że trwała w przekonaniu, iż wampir jest martwy, jednak tym
razem nic podobnego nie miało miejsca. W zamian jak gdyby nigdy nic poderwała
się na równe nogi i – schowana za drzwiami szafy, w duchu modląca się
o to, żeby ten nie był na tyle nieokrzesany, żeby się jej przyglądać –
zaczęła szykować się do wyjścia do pogrążonego w ciszy miasta. Wiedziała,
że go zaskoczyła, jednak nie zadawał zbędnych pytań, wyraźnie
usatysfakcjonowany jej reakcją. Kiedy w jakiś kwadrans później wykradli
się w domu, rzucając się do biegu, poczuła się naprawdę wolna, choć nie
sądziła, że to w ogóle możliwe.
Carlos okazał się wyjątkowo dobrym towarzyszem
podróży, milczącym i niezadającym zbędnych pytań. Podczas drogi przez las
raz po raz przyłapywała się na tym, że przyglądał jej się z przesadną
wręcz uwagą, zdecydowała się jednak nie komentować tego nawet słowem, bardziej
przejęta tym, co oboje planowali zrobić. Miała wrażenie, że zaskakują siebie
nawzajem, oboje zdystansowani, zdeterminowani i skoncentrowani na
celu. Nie patrz się tak na mnie. To twój pomysł!, miała ochotę
zawołać, jednak ostatecznie nie odezwała się nawet słowem, woląc nie ryzykować,
że jednak mogliby się pokłócić. Jak znała siebie i – przynajmniej w teorii
– również jego, takie podejście było najbezpieczniejsze ze wszystkich, nawet
jeśli panująca wokół cisza stopniowo doprowadzała ją do szaleństwa.
Prawdziwy problem pojawił się, kiedy znaleźli
się w mieście, ale i nad tym nie próbowała się zastanawiać. W Home
panowały cisza i ciemność, wciąż jednak pozostawała obawa, że ktokolwiek
mógłby ich zauważyć. Z drugiej strony, mimo wszystko ufała Carlosowi,
posłusznie podążając za nim, by w pewnym momencie zrównać się z prowadzącym
ją bocznymi drogami wampirem. Było tylko jedno miejsce, do którego mogli
podążać i którego przy zdolnościach nieśmiertelnych mieli szansę dotrzeć w naprawdę
szybkim tempie, o ile tylko nabraliby pewności, że są bezpieczni. Nie musiała
pytać, by wiedzieć, że mieliby zbyt poważne problemy, gdyby zauważył ich jakiś
śmiertelnik. Inna sprawa, że jakoś nie wątpiła w to, jak zareagowałby
wtedy Carlos, zdecydowanie nie zamierzając przebierać w półśrodkach.
Cisza miała w sobie coś kojącego. Wyłącznie
ona towarzyszyła im w trakcie długiej, prowadzącej przede wszystkim przez
pobliskie lasy, drogi do Seattle. Pamiętała, że ostatnim razem pokonała ją
samochodem, jedynie biernie obserwując przemykający za oknem krajobraz. Tym
razem było zupełnie inaczej, a ona napawała się pędem, już nawet nie
zastanawiając nad tym, że jako człowiek nie byłaby w stanie poruszać się w tak
błyskawiczny sposób. Bieg uspokajał wręcz wywołując w niej czystą euforię,
choć Alyssa nie przypuszczała nawet, że będzie w stanie doświadczyć czegoś
podobnego. W tamtej chwili czuła między sobą a Carlosem przyciąganie,
którego nie doświadczyła chyba nigdy dotąd. Nie musieli rozmawiać, by czuć się w swoim
towarzystwie dobrze, zresztą po raz pierwszy wydawali się mieć jeden cel. Ali w żaden
sposób nie potrafiła opisać tego, co strzeliło jej do głowy, skoro w ogóle
wpadła na pomysł, żeby zaufać swojemu towarzyszowi, ale na dłuższą metę… Jaki
właściwie cel mógłby mieć Sorenti w tym, żeby ją skrzywdzić? Od początku
zdawała sobie sprawę z tego, że wiedział o niej więcej niż ktokolwiek
innym, a teraz w końcu miała okazję, by się o tym przekonać.
Nie miała pojęcia, kiedy i jakim cudem
którekolwiek z nich zorientowało się, że nie są sami. Oboje zatrzymali się
niemalże w tym samym momencie, wbijając wzrok w przestrzeń pomiędzy
drzewami i niecierpliwie czekając na pojawienie się intruza. W tamtej
chwili w głowie Alyssy zrodziło się naprawdę wiele scenariuszy, łącznie z tym,
że to tylko i wyłącznie efekt jej wyobraźni – i to nawet jeśli
reakcja Carlosa stanowczo temu zaprzeczała. W zasadzie spodziewała się
zobaczyć Jasona albo czujną, jak zwykle gotową zrobić im awanturę Nadię, która
jakimś cudem zarejestrowała moment, w którym wykradli się z domu.
Tym większym zaskoczeniem zarówno dla niej, jak
i jej towarzysza, było pojawienie się Eleonory – zdeterminowanej,
skupionej i tak zaniepokojonej, że dotychczas pewna swoim planów Alyssa
zapragnęła natychmiast wrócić do domu, byleby tylko nie martwić swojej
opiekunki. Widok wampirzycy zaskoczył ją bardziej niż cokolwiek innego,
sprawiając, że momentalnie zamarła, rozdarta między pragnieniem rzucenia się
kobiecie w ramiona, a natychmiastową ucieczką, byleby nie musieć się
nikomu z niczego tłumaczyć.
Inaczej sprawy miały się z Carlosem, który
w odpowiedzi na obecność kobiety, jedynie westchnął przeciągle i z niedowierzaniem
pokręcił głową.
– Na litość boską, czy naprawdę musisz mi to
robić?! – zwrócił się do szwagierki. Wydął usta i przemieścił się tak
gwałtownie, że przez moment miała wrażenie, iż jest skłonny rzucić się Eleonorze
do gardła. – Co ty tutaj robisz, do cholery?!
– Oboje zachowywaliście się dziwnie – przyznała
sama zainteresowana, ostrożnie dobierając słowa. – Miałam takie wrażenie…
Zresztą nieważnie. – Energicznie pokręciła głową. – Co wy robicie? Michael…
– Jakbym chciał słuchać rad mojego braciszka,
to nie czekałbym, aż wybędzie z domu – obruszył się Carlos.
– Domyśliłam się, ale i tak mi się to nie
podoba – oznajmiła Eleonora. Wyrwał jej się cichy jęk, ten jednak nie zrobił na
jej szwagrze najmniejszego nawet wrażenia. – Wróćcie do domu. Mówię poważnie,
bo naprawdę…
Cokolwiek miała do dodania, Alyssa nie
pozwoliła jej dokończyć.
– Nie – oznajmiła, samą siebie zaskakując
zarówno odpowiedzią, jak i stanowczością, która pobrzmiewała w jej
głosie.
W gruncie rzeczy nie musiała dodawać niczego
więcej. Nie potrafiła stwierdzić, kogo zaskoczyła bardziej – Carlosa czy może
Eleonorę – to zresztą nie miało najmniejszego nawet znaczenia. Wampirzyca
zamilkła na dłuższą chwilę, mierząc dziewczynę wzrokiem i wydając się nad
czymś intensywnie zastanawiać. Ali czuła się źle z tym, że w ogóle
mogłaby się jej przeciwstawiać, nim jednak zdążyła dojść do wniosku, czy to ma
jakikolwiek sens, wampirzyca z wolna skinęła głową, bardziej
zdeterminowana niż kiedykolwiek wcześniej.
– W porządku – oznajmiła, a dziewczyna
przez moment zmartwiła się tym, że ta jednak mogłaby pokusić się o skontaktowanie
z mężem. Wiedziała, że Michael pewnie momentalnie wróciłby do domu, gdyby
tylko miał pewność, że jego rodzina jest w jakikolwiek sposób zagrożona. –
Jeśli macie pewność, róbcie co chcecie, ale jadę z wami.
Spoglądając na Carlosa, odniosła wrażenie, że
tego za moment trafi szlag, nieśmiertelny jednak w porę nad sobą
zapanował. Ostatecznie nie odezwał się nawet słowem, w zamian
najzwyczajniej w świecie ruszając się z miejsca. Alyssa pobiegła za
nim usiłując ignorować to, że Eleonora nie odstępowała ich nawet na krok. Z jakiegoś
powodu nie próbowała ich zatrzymywać, nawet jeśli bez wątpienia nie była
zachwycona tym, co planowali. Już w tamtej chwili Ali naszły złe
przeczucia, których jednoznacznie nie potrafiła zinterpretować, zmusiła się
jednak do tego, żeby milczeć. Jeśli wampirzyca chciała im towarzyszyć, nie
miała prawa jej tego zabraniać, po chwili wahania dochodząc do wniosku, że to
wcale nie było takim złym pomysłem. Prawda była taka, że przebywanie sam na sam
z Carlosem zdecydowanie jej nie służyło, więc obecność kogoś neutralnego
wręcz była jej na rękę.
Chyba nigdy dotąd nie była aż do tego stopnia
podekscytowana jakąkolwiek podróżą. Kiedy znaleźli się w samolocie, czuła
się jak dziecko, któremu ktoś oznajmił, że gwiazdka wypadała wyjątkowo wcześnie
w tym roku. Nawet bliskość Carlosa nieszczególnie jej przeszkadzała, wręcz
zaczynając sprawiać przyjemność. Wampir milczał, nie pytając o nic, ale
była w stanie wyczuć, że był w równym stopniu podekscytowany, co i ona.
Jedynie Eleonora sprawiała wrażenie zaniepokojonej, ale łatwo przychodziło im
ignorowanie jej bliskości. Ali była gotowa przysiąc, że jej towarzysz wciąż
miał nadzieję na to, że kobieta po prostu odpuści, szybko jednak przekonali
się, że nieśmiertelna jest zbyt zaniepokojona, żeby pozwolić im wyjechać bez
siebie. Carlos nie był zachwycony, jednak nie dał niczego po sobie poznać, jednak
decydując się na kupno trzech biletów samolotowych. Żona Michaela wyraźnie
nie spodziewała się takiego podejścia, jednak niezależnie od opinii i planów,
ostatecznie weszła z nimi na pokład. Kiedy dodatkowo wzbili się w powietrze,
wszyscy przekonali się, że już nie ma odwrotu, niezależnie od tego, co i w jakich
okolicznościach mogłoby się wydarzyć.
Całą drogę myślała, rozdarta pomiędzy
pragnieniem, żeby zamknąć oczy i spróbować zasnąć oraz zmuszaniem się do
czuwania. Ludzka cząstka jej natury sprawiała, że w skrajnych wypadkach
była zdolna do tego, by śnić, tym razem jednak nie potrafiła zmusić się do
zamknięcia oczu. Bliskość Carlosa i narastający z każdą kolejną
sekundą niepokój, wzbudzały w Alyssy całą mieszankę skrajnych emocji,
których nie potrafiła określić i które za wszelką cenę próbowała ignorować. Wszystko
będzie w porządku, powtarzała sobie z uporem, jednak w głowie
miała pustkę, a jakaś jej cząstka wydawała się przeczuwać nadchodzące
kłopoty. Niemalże wypatrywała tego, że cokolwiek pójdzie nie tak, po części
marząc, żeby móc z kimkolwiek o tym porozmawiać i zarazem nie
będąc w stanie się do tego zmusi. Rozmowa z Eleonorą nie wchodziła w grę,
przede wszystkim dlatego, że nie miała pojęcia, jak powinna wytłumaczyć jej
podjętą decyzję, nie wspominając o spokojnej dyskusji o tym, co
działo się w jej wnętrzu. „Ariana uważa, że to dobry pomysł”? To nie
brzmiało szczególnie dobrze, Ali zresztą wątpiła, by wampirzyca ot tak była w stanie
jej postawę zrozumieć. Kiedy z kolei w grę wchodziła opinia Carlosa,
obawiała się tego, że wampir mógłby zbagatelizować jej obawy albo wręcz domagać
się skupienia na przeszłości i konkretnych wspomnieniach, a na to
zdecydowanie nie była gotowa.
Poczuła się dziwnie, kiedy zaleźli się w wielkiej,
popularnej metropolii, o której do tej pory wyłącznie słyszała w opowieściach
i programach telewizyjnych. Nowy Jork, Manhattan… To wszystko było jej
obce, choć i tak poczuła się wyjątkowo pewnie, kiedy okazało się, że
dotarli na miejsce. Zdawała się na Carlosa, podświadomie czując, że ten już od
dłuższego czasu przygotowywał się do wyjazdu i planował, gdzie w pierwszej
kolejności powinni się udać, choć i to jawiło się jej jako istne
szaleństwo. Nie potrafiła opisać tego, co tak naprawdę czuła, wciąż zaniepokojona
i podekscytowana jednocześnie. To tutaj!, myślała i była
gotowa przysiąc, że jej dusza aż rwała się do tego, by odszukać to, co było
celem Carlosa, ale…
Co właściwie chciała osiągnąć? Czego chciała
Ariana, która najpewniej już od kilku wcieleń próbowała zwrócić się przeciwko
swojemu ojcu, dotychczas bezskutecznie, skoro oboje do tej pory chodzili po
świecie, mając się całkiem dobrze? Nie miała pojęcia, a brak dostępu do
tych najistotniejszych wspomnień coraz częściej ją drażnił, tym bardziej, że
Carlos jednoznacznie dał jej do zrozumienia, że wszystko tak naprawdę zależy od
niej. Co z tego, skoro pomimo tego, że tak bardzo chciała sobie
przypomnieć, nadal nie pamiętała niczego?
– Mam pewniej pomysł, ale do tego potrzebuję
wsparcia was obu. Jeśli zamierzacie protestować, po prostu zostańcie w hotelu
– zapowiedział Carlos, niespokojnie krążąc po pokoju, który we trójkę zajęli.
Musieli gdzieś się zatrzymać, a korzystnie usytuowany, renomowany hotel,
które znaleźli w pobliżu lotniska, okazało się odpowiedni do tej roli. –
Jeśli już uprzeć się nazywać rzeczy po imieniu, to planuję… małe włamanie, choć
naturalnie nie mam na myśli korzyści materialnych.
– Nie rozumiem – przyznała Eleonora, a wampir
wydał z siebie przeciągłe westchnienie, wyraźnie poirytowany sytuacją.
– Miecz jest w muzeum – przypomniał, siląc
się na niemalże uprzejmy ton. – Może się nie znam, ale nie sądzę, żeby
ktokolwiek dał nam go po dobroci, jeśli ładnie poprosimy.
Miał rację, choć jego słowa i tak nie
brzmiały szczególnie entuzjastycznie. Alyssę nie opuszczały złe przeczucia,
choć od dnia poznania prawdy przynajmniej nie słyszała niepokojących szeptów,
które wypełniałyby jej umysł. Była sobą, przynajmniej teoretycznie, bo przecież
właśnie próbowała zrobić coś, co dotychczasowej Ali nawet nie przyszłoby do
głowy – i to niezależnie od tego, jak bardzo niezbędne wydawałyby się
działania, które z takim zapałem planował Carlos. Być może oszalała, a może
to on zwariował – nie wiedziała, to zresztą na dłuższą metę nie miało
najmniejszego nawet znaczenia.
– Idę z tobą – zapowiedziała i zabrzmiało
to o wiele pewniej, aniżeli początkowo mogłaby sądzić. – Lepiej żeby ktoś
cię przypilnował, zresztą to ja powinnam wiedzieć, co tak naprawdę próbujemy
zrobić, nieprawdaż? – dodała, próbując brzmieć jak ktoś, kto doskonale wie, co
powinien zrobić, wciąż jednak miała co do tego wątpliwości.
Co więcej, chciała go w ten sposób
rozbawić, ale nic nie wskazywało na to, że Carlos poczuł się dzięki jej słowom
lepiej. Wręcz przeciwnie – spojrzał na nią w sposób, który jednoznacznie
utwierdził ją w przekonaniu o tym, że wampir pozostawał przygnębiony.
– Gdybyś naprawdę potrafiła mi powiedzieć,
czego powinniśmy oczekiwać, wszystkim nam żyłoby się lepiej, księżniczko –
oznajmił z powagą.
Chcąc nie chcąc nie mogła zaprzeczyć, że
najpewniej miał rację.
Hej! Przychodzę do Was z rozdziałem co prawda przejściowym, ale stanowiącym swoisty wstęp do dość kluczowych wydarzeń. Będzie ciekawie, a przynajmniej mam taką nadzieję, zwłaszcza że…Ach, nieważne. Najlepiej będzie, jeśli przekonacie się o tym osobiście ;)Dziękuję za obecność, bo to wiele dla mnie znaczy. Kolejny wpis już wkrótce, więc miłej lektury i do napisania!

Eleonora kojarzy mi się z aniołem, ale nie takim jakie znam teraz albo sama kreuję... raczej z takim, o których opowiada się dzieciom, żeby czuły się bezpieczne i wierzyły, że ktoś na wskroś dobry nad nimi czuwa. I w sumie to nie znam jej motywów... mam przeczucie, że to coś więcej niż troska o Ali czy też obietnica, że będzie dziewczynę chronić. Nie wiem... może coś z przeszłości Eleonory? A może ona ma w tym wszystkim większą rolę niż mogłoby się wydawać? I nie ma co się oszukiwać – Twoi bohaterowie nie są przypadkowi i wrzuceni tylko po to, żeby być – każdy ma konkretną rolę i dąży do, wyznaczonego przez Ciebie – celu.
OdpowiedzUsuńDziwnie było czytać o zgodnych Ali i Carlosie. Serio, do samego końca czekałam, aż któreś pęknie i zacznie się wojna. ^^ A tu pełne zrozumienie i powiedziałabym, że współpraca. Może to jest właśnie dla nich rozwiązanie na utrzymanie pozytywnych relacji? Jakby zawsze milczeli w swojej obecności, nie byłoby powodów do kłótni. :3
Włam do muzeum mówisz? Może być śmiesznie. xD Albo wręcz przerażająco poważnie. O_O
W ogóle to liczyłam, że trafią do Noeala i reszty, ale przyznam szczerze, że nie mam pojęcia gdzie on mieszka...
heh... już widzę minę Ali na informację, że Carlos ma przyjaciela i to najlepszego. xD