Alyssa
Biegła
przed siebie, ale czuła się tak, jakby stała w miejscu. Poruszała się
trochę jak w transie, będąc prawie jak pozbawiona zdolności samodzielnego
myślenia marionetka, w pełni zdana na podejmowane przez Carlosa decyzje.
Od chwili, w której wydostali się z muzeum, a wampir w końcu
postawił ją na ziemi i nakazał biec, była w stanie bezwiednie
dostosowywać się do jego oczekiwać, nawet pomimo tego, że wszystko w niej
aż rwało się do tego, żeby zawrócić.
Co ja zrobiłam? Co ja, na litość boską,
zrobiłam…?
Jedna myśl tłukła jej się w głowie,
powracając niczym bumerang – nieznośna, uciążliwa i równie oskarżycielka,
co i cichy głosik, który słyszała w umyśle. Ariana zniknęła, a przynajmniej
Alyssa już nie była świadoma jej obecności, pusta i oszołomiona w sposób,
którego nie zaznała od dawna. Z wrażenia wirowało jej w głowie, a niespójne
myśli plątały się ze sobą, nie chcąc ułożyć się tak, jak mogłaby tego
oczekiwać. Chciało jej się krzyczeć z frustracji albo – co chyba nawet
bardziej jej odpowiadało – miała ochotę zatrzymać się, przyciągnąć do siebie
Carlosa i porządnie nim potrząsnąć. Powinna to zrobić, a potem
najzwyczajniej w świecie przywołać do siebie te cholerne, cudowne
zdolności, które przejawiała w muzeum, po czym nakazać ziemi, by porządnie
nakopała wampirowi do tyłka. Nie obchodziło jej to, że ktoś tak obojętny pewnie
i tak nie poczułby niczego, zwłaszcza wtedy, gdyby sama go uderzyła i że
wtedy pewniej połamałaby sobie ręce, aniżeli osiągnęła… No cóż, w zasadzie
cokolwiek innego. Wiedziała o tym, a jednak i tak pragnęła to
zrobić, obojętna na wszystko i wszystkich, tym bardziej, że wszystko w niej
aż krzyczało, że powinna postąpić w ten sposób albo
przynajmniej w pojedynkę zawrócić, żeby wszystko naprawić.
Czuła łzy, które niezmienne cisnęły jej się
do oczu, w znacznym stopniu ograniczając widoczność. Obraz raz po raz się
zamazywał, tworząc niespójną mieszankę niewyraźnych kształtów i odległych,
różnokolorowych plam – niepokojąc, niespójną całość, która przedstawiała coś,
co chyba powinno być jej znane, a jednak jak na razie wzbudzało w niej
wyłącznie niesmak i gniew. Wiedziała, że biegną przez pogrążone w ciszy,
ciemne uliczki miasta, być może nawet te same, co i w drodze do
muzeum, a jednak czuła się jakby oderwana od rzeczywistości. To wszystko
było obce: to miasto, brudne podłoże, jej własne ciało…
Zwłaszcza ona.
Co myśmy zrobili?,
pomyślała raz jeszcze, tym razem w zupełnie inny sposób niż do tej pory,
ale podświadomie czuła, że to była przede wszystkim jej wina – bo przecież
mogła to przewidzieć, a może nawet jakoś zatrzymać.
Carlos był zdrajcą – cholernym, samolubnym
dupkiem, który nie po raz pierwszy zdecydował się na to, żeby kłamać jej w żywe
oczy. Chyba tylko on mógł być w stanie oszukiwać ją z pełną
świadomością tego, że nie ma żadnych szans na to, żeby jego zapewnienia okazały
się choć częściowo prawdziwe. Mówił, że Eleonora jest tuż za nimi, ale
najpewniej już wtedy wiedział, że wydarzyło się coś zupełnie odmiennego – że
łże, obiecując jej coś, co nawet nie miało związku z rzeczywistością. Co
więcej, pomimo tej wiedzy, nie widział powodu, by spróbować cokolwiek zmienić,
bardziej przejęty mieczem i ucieczką, aniżeli kobietą, która przecież była
jego rodziną.
A ona… Ona mu na to pozwalała, zdolna co najwyżej
biernie dostosowywać się do wszystkiego, co robił i mówił – i to
również w tamtej chwili, choć mogła przecież spróbować zawrócić albo…
Nie zrobiła tego.
Milczała, trwając w letargu przez
kolejne minuty, niezdolna nawet spróbować się odezwać albo odwrócić się przez
ramię. Mogła nakazać mu się zatrzymać, wyrwać rękę i zacząć działać po
swojemu albo wprost zarządzać tego, żeby się opamiętał, ale i to nie
wchodziło w grę. Popełniała błąd za błędem, nie po raz pierwszy w ostatnim
czasie, a milczenie jedynie potęgowało odczuwane wyrzuty sumienia. Nie
usprawiedliwiała się szokiem ani tym bardziej tym, kim była, wciąż mieszając
się we własnych osobowościach – balansując gdzieś na granicy, która wydawała
się dzielić Alyssę i Arianę. Jej pewność siebie, którą zawdzięczała
bliskości tej drugiej, zniknęła bezpowrotnie, pozostawiając wyłącznie pustkę
oraz poczucie narastającej dezorientacji, uniemożliwiające podjęcie
jakiejkolwiek decyzji. W tamtej chwili bardziej niż kiedykolwiek wcześniej
czuła się po prostu sobą, to jednak nie sprawiało, że wszystko
w cudowny sposób stało się jakkolwiek prostsze. Nie tym razem.
Nie miała pojęcia, kiedy i jakim cudem
udało im się dotrzeć do pokoju hotelowego, który dotychczas zajmowała z Carlosem
i Eleonorą. Wampir nareszcie puścił, nagle zaczynając niespokojnie krążyć
po całym pomieszczeniu. Już nie zwracał na nią uwagi, pozwalając żeby tkwiła
tuż przy zamkniętych drzwiach, bezmyślnie obserwując jego zamazaną,
przemykającą błyskawicznie z miejsca na miejsce sylwetkę. Obrazy wciąż
zamazywały jej się przed oczami, a łzy płynęły, wydając się palić ją w policzki
– gorące i słone, choć w rzeczywistości czuła tylko i wyłącznie
gorycz.
Widziała, jak wampir przemieszcza się z miejsca
na miejsce, szukając czegoś, czego nawet nie potrafiła określi. Ostatecznie
zrzucił pościel z najbliżej stojącego, nieużywanego ani razu przez nich
łóżka, po czym zerwał prześcieradło. Uniosła brwi, kiedy zaczął walczyć z materiałem,
próbując szczelnie owinąć nim ściskany wciąż w dłoniach miecz – długie,
srebrzyste ostrze, które wydawało się łagodnie jarzyć nawet w ciemnościach.
W całym tym zamieszaniu niemalże zdążyła zapomnieć o faktycznym celu
ich wyprawy ją do Nowego Jorku, myślami wciąż będąc przy Eleonorze, walce oraz
tym, że… właśnie zostawiła jedyną osobę, którą naprawdę traktowała jak matkę.
– Carlos…
Nawet nie spojrzał w jej stronę,
rozeźlony i niespokojny. Coś ścisnęło ją w gardle na samą myśl o tym,
co najpewniej próbował zrobić, ale prawie natychmiast odrzuciła od siebie tę możliwość. To
niemożliwe. Nawet on nie jest na tyle samolubny, obruszyła się, ale nie
potrafiła przekonać samej siebie, a co dopiero kogokolwiek innego.
Nawet on…
– Carlos! – „huknęła”, a jej piskliwy,
roztrzęsiony głos zabrzmiał dziwnie w cichym, pogrążonym w mroku
pokoju.
Tym razem zareagował, nagle zamierając w miejscu
i w końcu decydując się przenieść na nią wzrok. Być może to było
wyłącznie złudzenie – gra cieni, a także jej własnych, zgubnych emocji –
ale obserwując go w tamtej chwili, odniosła wrażenie, że ma przed sobą kogoś
innego; obcego i bardzo, ale to bardzo niebezpiecznego. Z bladą cerą,
zmierzwionymi włosami i tym cholernym mieczem, wyglądał poważnie i groźnie.
Co więcej, w tamtej chwili uświadomiła sobie, że on również wydawał się
być roztrzęsiony, wręcz drżąc od nadmiaru emocji. W efekcie sama nie miała
pewności, czego pragnęła bardziej: wziąć go w ramiona i uspokoić, czy
może jednak porządnie mu przyłożyć.
Poczuła się dziwnie, kiedy zdecydował się na
nią spojrzeć, zagubiony tak, jakby zdążył zapomnieć o tym, że mogłaby
znajdować się tuż obok. Jego tęczówki pociemniały, przywodząc jej na myśl dwa
żarzące się w ciemnościach węgliki – ledwo widoczne punkty w ciemnościach.
Serce waliło jej jak oszalałe, nie tyle ze strachu, co fascynacji, która tak
nagle ją ogarnęła. Nie pojmowała tego, ale w pośpiechu zrzuciła te emocje
na stres i niepokój, który przeżywała już od dłuższego czasu.
– Przepraszam, księżniczko – zreflektował
się pośpiesznie Carlos. Jego głos był cichy, niemalże błagalny, jakby
wypowiedzenie każdego kolejnego słowa przychodziło mu z olbrzymim trudem.
– Tak mi…
– O czym ty mówisz? – przerwała,
spoglądając nań tak, jakby widziała go po raz pierwszy. – I co robisz?
Musimy…
– … się stąd zmywać – dokończył za nią, tym
samym skutecznie odbierając jej mowę. – Nie patrz tak na mnie, do cholery!
Tutaj nie jest bezpiecznie, zwłaszcza dla ciebie, a ja… Ja mam chronić
ciebie – dodał, przy końcu spuszczając z tonu do tego stopnia, że ledwo
była w stanie go zrozumieć.
Otworzyła i zamknęła usta, ogarnięta
przerażającym uczuciem, którego w żaden sposób nie potrafiła
zinterpretować. Wiedziała jedynie, że coś w wypowiedzianych przez niego
słowach z miejsca sprawiło, że włoski na ramionach i karku stanęły
jej dęba. Lęk przybrał na sile, tak intensywny i oszałamiający, że przez
kilka następnych sekund nie była w stanie wykrztusić z siebie nawet
słowa, nie wspominając o jakiejkolwiek sensownej reakcji.
– A co z Eleonorą? – zapytała,
choć nie miała wątpliwości co do tego, że Carlos wolałby nie usłyszeć tego
pytania. Cóż, zresztą tak jak i wielu innych, ale o tym akurat
starała się nie myśleć. – Do jasnej cholery… – zaczęła gniewnie, bo w odpowiedzi
jedynie pokręcił głową.
– Nic jej nie zrobią – mruknął, ale nie
zabrzmiało to szczególnie przekonująco. Wręcz przeciwnie – odniosła raczej
wrażenie, że za wszelką cenę usiłował ją zbyć.
– Skąd wiesz?!
Carlos jęknął, po czym cofnął się o krok,
wyraźnie sfrustrowany tym, że mogłaby podnieść głos. Kiedy na dodatek zrobił
taki ruch, jakby miał ochotę roznieść coś na kawałeczki, mimowolnie wzdrygnęła
się, coraz bardziej zaniepokojona. Już sama nie była pewna tego, co i dlaczego
czuje, nie wspominając o odczuwanym przez ciągłym w mętliku w głowie.
Już nic nie miało sensu, wampir z kolei wcale nie ułatwiał jej odzyskania
nad sobą kontroli. Wszystko było nie tak, a jego zachowanie i słowa
dodatkowo potęgowało odczuwaną przez Alyssę niepewność – tę cholerną bezradność
względem kogoś, kogo przecież kochała. Eleonora wiele dla niej znaczyła, a jednak…
Ale Carlos nie widział w tym problem, a przynajmniej
to wydawał się jej komunikować. Przejmował się mieczem i nią, bo była mu
potrzebna, czego raczej nie dało się powiedzieć o szwagierce, która z premedytacją
zdecydowała się wprosić. Z jego perspektywy wszystko musiało
być w najzupełniejszym porządku; miał to, po co przyszedł, więc nic innego
się nie liczyło.
Bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści,
ogarnięta narastającym z każdą koleją sekundą gniewem. Tym razem efekt nie
był aż tak spektakularny, jak w muzeum, gdy jeszcze była świadoma
obecności Ariany, ale i tak poczuła ukłucie satysfakcji, kiedy ziemia
zaczęła się trząść – tylko nieznacznie, ledwo wyczuwalnie, ale po wyrazie
twarzy Cullena poznała, że był w stanie to zauważyć.
– Ariano, przestań! – syknął i to było
prawie jak policzek – to jedno imię, które zarówno należało, jak i nie
należało do niej.
– Skurwiel! – wyrwało jej się.
Mniej więcej wtedy spróbowała rzucić się na
niego z pięściami. Dosłownie skoczyła do przodu, rozjuszona i zła,
trochę jak drapieżna kotka, która już upatrzyła sobie ewentualną ofiarę. Udało
jej się go zaskoczyć, bo początkowo nawet nie próbował się bronić, choć to
równie dobrze mogło wiązać się z tym, że jej działania nie robiły na nim
najmniejszego wrażenia. Przez krótką chwilę poczuła ukłucie satysfakcji, kiedy
długim paznokciami udało jej się rozorać mu skórę na ramieniu, pozostawiając
płytkie krwawe ślady, te jednak prawie natychmiast się zagoiły, wzbudzając
w Alyssy wyłącznie frustrację. Natychmiast się zamachnęła, gotowa
wymierzyć mu policzek, a potem…
Chwycił ją za nadgarstek dosłownie na ułamek
sekundy przed tym, jak zdołałaby dosięgnąć jego twarzy. W ułamek sekundy
później jego druga ręka zacisnęła się wokół jej drugiego przegubu, gdy z wprawą
udało mu się unieruchomić rozszalałą dziewczynę w miejscu. Szarpnęła się,
za wszelką cenę próbując oswobodzić ramiona, ale z równym powodzeniem
mogłaby siłować się ze ścianą. W gruncie rzeczy nawet w przypadku
solidnego muru miałaby przewagę, dzięki wampirzej sile będąc w stanie
przebić go na wylot, co nie wchodziło w grę w przypadku jej stwórcy.
Na samą myśl chciało jej się płakać, wciąż jednak z uporem powstrzymywała
łzy, usiłując nie reagować w żaden sposób, kiedy wylądowała w jego
objęciach. Ich twarze nagle znalazły się niepokojąco blisko, prawie jak w tamtym
zaułku, gdzie znalazł ją roztrzęsioną po ataku Skyler i tym, jak cudem
zdołała odprawić Alexandra. Czuła bijące od jego ciała ciepło oraz słodycz
oddechu, który raz po raz muskał jej policzek. To wszystko sprawiało, że czuła
się jeszcze bardziej oszołomiona, ledwo będąc w stanie zaczerpnąć tchu,
nie wspominając już o próbie odzyskania kontroli nad ciałem.
Dlaczego wciąż musiał jej to robić?! Od
samego początku raz po raz podejmował decyzje, obojętny na to, co miała do
powiedzenia. Największy problem polegał na tym, że nawet w sytuacjach, w których
całą sobą czuła, że powinna być na niego zła, a może nawet go nienawidzić,
zawsze miało miejsce coś, co skutecznie krzyżowało jej dotychczasowe plany. Carlos
się nią bawił, a przynajmniej tak czuła się w chwilach takich jak ta,
kiedy ledwo była w stanie zapanować nad własnymi reakcjami i uczuciami.
Krew krążyła jej w żyłach, serce waliło jak oszalałe, z kolei Alyssa…
Ona sama czuła się zagubiona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Wciąż drżała, kiedy Carlos – niemniej oszołomiony,
a przynajmniej takie odniosła wrażenie – bardzo ostrożnie zdecydował się
puścić jej ręce. Wyczuła w jego ruchach gotowość, która uprzytomniła jej,
że najpewniej zareagowałby w chwili, w której tylko spróbowałaby
zrobić coś głupiego. Nawet nie drgnęła, mimowolnie wzdrygając się, kiedy jego
dłonie wylądowały na jej twarzy – bardzo delikatnie, kiedy niemalże z czułością
musnął kciukami jej policzki. Miecz gdzieś zniknął, choć nie przypominała
sobie, by upadał na wyściełaną miękkim dywanem podłogę. Mogłam to
przegapić?, pomyślała mimochodem, coraz bardziej wytrącona z równowagi.
To wydawało się prawdopodobne, a przynajmniej byłoby takie, gdyby
pozostawała człowiekiem. Z drugiej strony, skoro znajdowała się w tej
sytuacji…
Och, niczego już nie była pewna!
Zostawił Eleonorę, pamiętasz? On chce ją
zostawić i…, pomyślała, chcąc wyrwać się z nagłego letargu, jednak
szybko przekonała się, że to wcale nie będzie takie proste. Kiedy na dodatek w ułamek
sekundy później poczuła usta Carlosa na swoich, coś po prostu w niej
pękło, a zaraz po tym wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Naparła na niego całym ciałem, bezwiednie
wpijając się w jego wargi. Ramiona zarzuciła mu na szyję, chcąc znaleźć
się tak blisko, jak tylko będzie to możliwe. Jej myśli mimowolnie powędrowały
ku Nicholasowi, jednak zdusiła wątpliwości i wyrzuty sumienia, ledwie
tylko te się pojawiły. Zdawała sobie sprawę z tego, że ten pocałunek jest
inny, co było do przewidzenia, skoro nie miała do czynienia z człowiekiem.
Tym większym zaskoczeniem było dla niej, że obyło się bez fajerwerków i tak
silnego wybuchu namiętności, ale… jakie to właściwie miało znaczenie? W jego
ramionach poczuła się dobrze, choć przez moment, i tylko to się liczyło.
Nie miała pojęcia, które z nich
zareagowało w bardziej gwałtowny sposób. W pewnym momencie po prostu
znalazła się w ramionach Carlosa, a wampir jak gdyby nigdy nic porwał
ją na ręce. Rozluźniła się, kiedy w ułamek sekundy później oboje
wylądowali na materacu jednego z wąskich, nieużywanych dotychczas łóżek.
Zabrakło jej tchu, kiedy wampir wylądował na niej, ale nie próbowała go
odsuwać, bezwiednie prężąc się i odchylając głowę do tyłu. Jego wargi z czułością
musnęły odsłonięte gardło, a Alyssa przez moment poczuła się tak, jakby
serce miało za moment wyrwać jej się z piersi. Była gotowa przysiąc, że
wszystko dzieje się o wiele za szybko – zbyt gwałtowne, wymagające i pełne
niekontrolowanych, zgubnych emocji – ale nie czuła potrzeby, by choć próbować
cokolwiek pod tym względem zmieniać. Była wolna, na dodatek tutaj. Kto jeśli
nie ona miał prawo podejmować jakiekolwiek decyzje?
Wargi Carlosa ponownie odnalazły drogę do
jej ust, ale tym razem nie pocałował jej w aż tak namiętny, nieprzemyślany
sposób. Zawahał się, a kiedy zdecydowała się na niego spojrzeć, odniosła
wrażenie, że myślami był gdzieś daleko. Jego oczy pociemniały, być może za
sprawą pożądania, a może smutku, który z takim uporem próbował przed
nią ukryć.
– Carlos? – wyszeptała po raz wtóry
dzisiejszego dnia, ale w odpowiedzi wampir wyłącznie z niedowierzaniem
potrząsnął głową.
Jęknęła, po czym spróbowała usiąść,
zmuszając go do tego, żeby się odsunął. Wciąż była pod wpływem emocji,
podświadomie pragnąć żeby z powrotem zatracić się w pocałunkach, ale
zdawała sobie sprawę z tego, że to donikąd nie prowadziło. Wręcz
przeciwnie – kiedy w pełni dotarło do niej to, co robi, poczuła się
naprawę przerażona, że z taką łatwością przyszło jej zapomnienie o tym,
co najważniejsze. Sprawa Eleonory nie dawała jej spokoju, a gdy do tego
wszystkiego otrząsnęła się na tyle, by uprzytomnić sobie, że w czasie,
kiedy z jej opiekunką mogło dziać się coś naprawdę niepokojącego, ona tak
po prostu oddawała się przyjemnościom…
I Nicholas… Mimo wszystko nie mogła
zapomnieć o Nicholasie – i to pomimo tego, że sama odprawiła go z kwitkiem.
Odsunęła się od Carlosa, nie dbając o to,
czy przypadkiem nie zrani go takim zachowaniem. Rzuciła mu zagniewane
spojrzenie, chcąc uświadomić, że nie zamierza tak po prostu zakończyć tej
rozmowy, ale nawet nie zwrócił na jej starania uwagi. Obserwowała go, mając
wrażenie, że wampirowi w gruncie rzeczy było wszystko jedno, co
powiedziałaby albo zrobiła. Pragnął jej, w jakimś stopniu na pewno, ale…
istniała dość istotna kwestia, która uniemożliwiała mu w pełni oddanie się
tym emocjom. Carlos od samego początku był dla niej zagadką, jednak w tamtej
chwili…
– Nie wiem, jak to robisz, ale mieszasz mi w głowie
– zaryzykowała.
Prychnął, po czym spojrzał na nią tak, jakby
zaczynał wątpić w jej inteligencje.
– Ja tobie? Och, księżniczko… – Nerwowym
gestem przeczesał włosy palcami. – Mam cię przepraszać?
– Za co? – warknęła, nie mogąc się
powstrzymać. – Za te pocałunki czy za to, że uciekasz jak jakiś pieprzony
tchórz i…?
– Uważasz, że to moje tchórzostwo? –
przerwał jej, parskając pozbawionym wesołości śmiechem. – To co mam zrobić? Dać
ci wrócić czy może samemu cię im wydać? Na tę chwilę nie jesteśmy w stanie
zrobić niczego, poza tym… Wciąż wierzę w to, że nic jej nie zrobią –
dodał, a Alyssa była coraz pewniejsza tego, że musiał sobie z niej
żartować.
– Och, ty w to wierzysz!
Carlos warknął cicho. Kiedy na nią spojrzał,
wydawał się kruchy i bardzo zmęczony, choć w przypadku wampira
fizycznie wydawał się to wręcz niemożliwe.
– Wierzę – powtórzył z naciskiem – bo
to nie jest banda nadpobudliwych dzieciaków, które najpierw działają, a później
myślą. Obrażaj się do woli o to, co teraz powiem, ale prawda jest taka, że
Eleonora spadła im z nieba.
– Co ty pleciesz? – zapytała, chociaż sama
nie była pewna, czy chce poznać odpowiedź. – Zresztą nieważne. Możemy się
kłócić, ale to niczego nie zmienia – zauważyła przytomnie.
– Chociaż w jednym się zgadzamy –
zadrwił, a przynajmniej odniosła wrażenie, że wciąż nie traktował jej
poważnie. – Mam na myśli to, jak reagujesz teraz. Gdybym ci pozwolił, pewnie
jak ostatnia kretynka wróciłabyś do tego muzeum, więc… zabijanie Eleonory po
prostu im się nie opłaca – dokończył, ostrożnie dobierając słowa.
Poderwała się na równe nogi, zła, zażenowana
i coraz bliższa tego, żeby jednak dostać szału. Nawet nie chciała tego
słuchać, jednak ignorowanie Carlosa również nie wchodziło w grę. Wiedziała
jedynie, że po części miał rację, ale z drugiej strony…
Jeśli
coś jej się stanie, nie wybaczę sobie tego, pomyślała w oszołomieniu. Carlosowi też.
– Więc mnie nie puścisz – powtórzyła, choć
to było aż nazbyt oczywiste.
– Nie. – Wampir wydał z siebie
przeciągłe westchnienie. – Mamy miecz i chociaż tyle dobrego. Jeśli chodzi
o ciebie… Przecież wszystko tak naprawdę kręci się właśnie wokół ciebie,
księżniczką – powiedział cicho. – Jeśli dasz się złapać, to będzie koniec – dla
ciebie, dla nas i dla Eleonory. Jeśli nie przekonuje cię argument z twoim
bezpieczeństwem, może to da radę – dodał, a ona naprawdę zapragnęła zakryć
uszy dłońmi i jakkolwiek się od jego słów odciąć.
– Nienawidzę, kiedy masz rację –
wymamrotała, potrząsając z niedowierzaniem głową.
Czy chciała tego, czy też nie, prawda była
taka, że plan ucieczki wydawał się najbardziej sensowny ze wszystkich.
I tak oto zostawiam Was z rozdziałem na którym zakończyłam tę historię ostatnim razem. Aż dziwnie czuję się z tym, że udało mi się poprawić te wszystkie części i to na dodatek w sposób, który zaplanowałam sobie aż półtora roku temu. Dziękuję za cierpliwość i wsparcie, zwłaszcza że jeszcze wiele przede mną. Cóż, zwłaszcza teraz mam nadzieję, że uda mi się spokojnie dobrnąć do końca.Przez tyle miesięcy nosiłam się z potrzebą dorzucenia tej piosenki do tego rozdziału. Udało się :D Z dedykacją dla Adny, bo wiem, że Ci się spodoba. Albo zjesz mnie za to, że ostatecznie i tak przerwałam zanim… Ehm ;)Na koniec dodam, że porwałam się o założenie fan page’u. Tak, w końcu Nessa dostępna również na Facebooku. Zainteresowanych zapraszam TUTAJ.Do napisania!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz